FrazPC.pl - Programy - Pogoda - Gry - Hosting


Aktualności Programy Artykuły GSM RTV Board
Intel Pineview | HTC HD2 | Westmere | Profil | Loguj | Stats |


Artykuły



30-11-2009


"Spadkobierca spuścizny po Baldu

Dragon Age - hit czy kit?

"Spadkobierca spuścizny po Baldur's Gate.", "Ponad 120 godzin grania.", "Epicka przygoda w mrocznym świecie fantasy."... Wielkie słowa, do tego wielki projekt polonizacyjny i ogromna liczba pozytywnych recenzji, opinii jak i wysokich ocen. Wygląda na to, że BioWare spokojnie może wywiesić sztandar z napisem "Mission Accomplished", a fani gier fabularnych dostali dokładnie to na co tak długo czekali. RPGa z krwi i kości, który czerpie z najlepszych wzorców, zapewnia wiele godzin wymagającej rozgrywki okraszonej wciągającą historią i możliwością podejmowania decyzji wpływających w dużym stopniu na otaczający świat. Po długim wyczekiwaniu w końcu nadszedł czas abym na własnej skórze przekonał się o zasadności ochów i achów wznoszonych nad Dragon Age'em. Aby mroczna rzeczywistość tego uniwersum sama zweryfikowała nadzieje w nim pokładane.

Wideorecenzja

Tradycyjnie już zapraszam na skrótową wideorecenzję, a następnie do przeczytania klasycznej, poszerzonej o kilka szczegółów recenzji pisanej, na końcu której znajduje się porównanie grafiki oraz test wydajności na poszczególnych ustawieniach.

Dla lubiących fantasy

Uniwersum Dragon Age nie zaskoczy nikogo. Elfy, Krasnoludy, Magowie, Smoki, walka dobra ze złem to tematy, które przerabialiśmy już na wszystkie możliwe sposoby, włączając w to filmy, książki i komiksy. Trzeba jednak przyznać, że historia jaką raczy nas Dragon Age pomimo swojej prostoty i przyziemności, z każdą kolejną godziną wciąga coraz bardziej, a to za sprawą stale powiększającej się drużyny, licznych opowieści zasłyszanych po drodze, jak i informacji dodawanych do dziennika w trakcie eksploracji Fereldenu. Wszystko jest tu spasowane z niemal chirurgiczną precyzją i żaden nawet najdrobniejszy element nie sprawia wrażenia wyrwanego z misternie wykreowanego uniwersum Dragon Age. Do tego główny wątek fabularny, który w prostej linii sprowadza się do ocalenia świata, posiada swoje liczne zawirowania, dzięki którym przechodzenie kolejnych etapów jest kwintesencją przyjemności.

Powiedz skąd pochodzisz

Dragon Age: Początek nie bez pardonu został nazwany tak, a nie inaczej. W grze pojawiają się smoki, a pochodzenie głównego bohatera zależy od samego gracza. Nie dostajemy tu bowiem kukiełki posiadającej jedynie imię, ogromny ból głowy i amnezję, ale postać obdarzoną już jakimś bagażem doświadczeń, posiadającą rodzinę, przyjaciół i własne problemy. Dostępnych jest aż sześć wariantów pochodzenia, które przekładają się na zupełnie inne miejsce rozpoczęcia wędrówki oraz delikatne różnice w dalszej części gry, a dodatkowo każdy z nich zajmuje około godziny, jak nie więcej, na dokładne zgłębienie. Osobiście zacząłem od miejskiego elfa i muszę przyznać, że wybór nie należał do szczęśliwych. Wulgarność scen, towarzyszących tej początkowej historii kompletnie do mnie nie przemówiła i już zacząłem się obawiać, że kolejne godziny będą jeszcze większą mordęgą. Szczęśliwie tak się jednak nie stało. Kampania reklamowa przedstawiająca Dragon Age jako krwawą i mroczną grę akcji osadzoną w realiach fantasy, miała zapewne ściągnąć uwagę młodszych graczy dla których znaczek "dozwolone od lat osiemnastu" stanowi dodatkową atrakcję. W rzeczywistości jednak do przesadnie zakrwawionych bohaterów można się przyzwyczaić lub po prostu wyłączyć ten efekt.

Delikatnie zrażony postanowiłem sprawdzić jak się wiedzie bohaterom posiadającym inne korzenie. Tym sposobem trafiłem do wieży magów jako mag oraz do zamku wcielając się w rolę człowieka ze szlacheckim rodowodem. W obu przypadkach, a szczególnie w pierwszym, bo przecież magia jest tym co wszyscy lubią najbardziej, dużo lepiej zniosłem początkowe godziny z grą i muszę przyznać, że taki rozrzut między historiami utwierdził mnie o wyjątkowości Dragon Age. Przecież tyle starań aby gracz utożsamił się ze swoją postacią nie mogło pójść na marne.

Kukiełkowy świat

No i praktycznie na samym początku przechodzimy do sedna sprawy. "Poczatek" w nazwie, czyli pochodzenie głównego bohatera, miało mieć ogromny wpływ na dalszą rozgrywkę. Oczekiwałem, że grając magiem nie będę mógł wykonać questów przeznaczonych dla elfów i odwrotnie, że w każdym przypadku dostępne będą miejsca, w które nie będzie można wejść jedną z postaci, że świat raz kopnie mnie w zadek, a innym razem pokocha bezgranicznie. Tak się jednak nie stało. Pochodzenie sprowadza się więc do różnic w pierwszych godzinach oraz niuansów w trakcie dialogów - raz ktoś zwrócił uwagę, że jestem elfem innym razem przypomniał sobie, że zna mnie już z wierzy magów. Faktycznie jest to przyjemne, ponieważ bohater nie jest jedynie bezosobową postacią, do której zawsze każdy zwraca się w tej samej formie. Dzięki temu można jeszcze łatwiej się z nim utożsamić i wciągnąć w wir wydarzeń, jednak po wcześniejszych zapowiedziach o wpływie pochodzenia na całą rozgrywkę, delikatnie zmienione dialogi to zdecydowanie niewiele.

Mały smoczek i wielkie smoczysko.

To samo tyczy się większości wyborów. Za pierwszym razem zgrywałem honorowego i wielce pomocnego elfa, za drugim natomiast gburowatego i wulgarnego maga. W pierwszym wypadku nagrody za questy dostawałem z wdzięczności, w drugim były wymuszone. Efekt jednak ten sam. Jeżeli natomiast gra w danym miejscu wymagała siłowego rozwiązania, to nieważne jakbym nie był miły i tak musiałem stoczyć walkę. W drugim wypadku rozmowa była znacznie krótsza oraz jak można się łatwo domyślić skutkowała podobnym efektem - kolejną potyczką. Niestety to nie wszystko. Liczyłem na to, że traktując wszystkich jak śmieci, w końcu ktoś się obrazi i nie pozwoli mi ze sobą rozmawiać. Faktycznie w danej lokacji komentarze postaci robiących jedynie za tło były nieprzychylne, ale każdy bohater niezależny rozdający questy, nawet te poboczne i tak chętnie ucinał zemną pogawędkę jak gdyby nigdy nic. Przyznaję od razu i bez bicia, że w honorowy i grzeczny sposób przeszedłem całą grę, natomiast pod postacią "Skrudża" doszedłem jedynie do połowy. Nie sądzę jednak, aby w dalszym etapie coś mogło ulec zmianie.

Pozorna wolność

Po pierwszych kluczowych wydarzeniach dowolnie można obrać cel podróży. Niestety każda lokacja jaką ujrzycie na mapie jest tylko jednym z przystanków do rozwiązania głównego wątku fabularnego. Liczyłem na nieco większy świat, w którym będą wioski, miasta czy też zamki, kompletnie nie związane z ratowaniem Fereldenu, w których będzie można w czysto egocentryczny sposób powiedzieć "Reszta może poczekać". W rzeczywistości pomimo, że w każdym miejscu znaleźć można masę questów pobocznych, cały czas miałem świadomość, że nie jestem tu z wyboru, a dlatego, że prędzej czy później musiałbym tu przyjść - przecież chcę zobaczyć napisy końcowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przez cały czas jesteśmy prowadzeni przez niewidzialną rączkę i tańczymy dokładnie tak jak zażyczyli sobie tego twórcy gry. Questy poboczne to również pewne rozczarowanie wynikające po części z tego pierwszego. Większość z nich wykonuje się bowiem równolegle do głównego zadania, jakie postawiono przed nami w danej lokacji. Tak więc jeżeli zaczepicie każdą napotkaną osobę zanim zejdziecie głębiej do lochów, czy też dalszych komnat zamku, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że upieczecie wszystkie pieczenie na jednym ogniu. W ten właśnie sposób pomimo, że brałem większość pobocznych questów, pomimo, że spędziłem mnóstwo czasu na rozmowach z członkami drużyny, napisy końcowe ujrzałem już po czterdziestu pięciu godzinach gry i poczułem ogromny niedosyt. Do tego dochodzi kompletny brak uczucia przemijającego czasu w grze. Jeżeli w danej lokacji ma być noc będzie noc, a jeżeli graficy uznali, że w blasku słońca któreś miejsce zaprezentuje się lepiej, to zawsze będzie tam świecić słońce. Ograniczeniu poddane zostały również same lokacje. Mało jest otwartych przestrzeni, po których można się w pełni swobodnie poruszać. Stanowią one przeważnie wstęp przed wejściem do jakiejś krypty czy też podziemi, gdzie z racji ograniczenia takich pomieszczeń, znaleźć można jedynie ściśle wytyczone trasy.

W kupie raźniej

W trakcie wędrówki po Fereldenie spotkacie osoby, które chętnie lub też w wyniku nie do końca przemyślanych działań, staną z wami ramię w ramię podczas walki. Drużyna może składać się maksymalnie z czterech postaci, wliczając w to głównego bohatera, jednak można je dowolnie wymieniać rozbijając obóz. Tu właśnie drzemie potęga Dragon Age i pomimo pierwszych godzin pełnych rozczarowań tak mocno związałem się ze swoimi towarzyszami broni, że gra pochłonęła mnie bez reszty. Każdy członek drużyny ma swój bagaż doświadczeń, swoje cele i jest ściśle powiązany z historią Fereldenu. Rozmowa z nimi, dociekanie tajemnic, których początkowo ściśle strzegą to czysta przyjemność, a przysłuchiwanie się wymianie zdań między każdym z nich zawsze skutkowało wielkim uśmiechem pojawiającym się na mojej twarzy. No bo jak tu się nie uśmiać kiedy grubiański krasnolud pyta delikatną kobietkę o to czy w zakonie nosiła majteczki pod habitem. Tego typu rozmówek jest bez liku i skutecznie budują więź łączącą gracza z drużyną. Każda postać ma tu swój charakterek i nawet jeśli zrzędzą za naszymi plecami, że nie podoba im się jakaś dopiero co podjęta decyzja, nawet jeśli kłócą się miedzy sobą i tak będziecie ich kochać. Niestety nie można tego powiedzieć o nich samych. Każdy członek drużyny posiada pasek pokazujący jego stosunek do nas, od nienawiści po miłość i łatwo wywnioskować co się może stać kiedy szala przechyla się w niewłaściwym kierunku. W najgorszym wypadku odejdą, w najlepszym natomiast mogą udać się z nami w ustronne miejsce, a na dokładkę dostaną sporą premię do jednej ze swoich statystyk. Dlatego właśnie należy z nimi rozmawiać, liczyć się z ich zdaniem, a także raczyć ich okazjonalnymi prezentami. Dla pań biżuteria, dla panów winko, a dla psa kość. Choć ten ostatni będzie was kochał od samego początku aż po grobową deskę bez względu na okoliczności, ale dla własnego czystego sumienia warto o niego dbać. Poprzez członków drużyny BioWare tchnął w Dragon Age tyle życia i naturalności, że można by nimi obdarować całą masę gier.

Niegroźny flirt?

Miecz, sztylet i magia

W grze dostępne są cztery klasy: wojownik, mag i łotrzyk. Dalsze ukierunkowanie bohatera będzie wynikało z doboru kolejnych talentów i zaklęć, które zdecydują o umiejętnościach postaci w posługiwaniu się danym rodzajem broni czy też daną szkołą magii. System ten jest bardzo intuicyjny. Talenty podzielone są bowiem na kategorie odnoszące się do danego rodzaju broni oraz umiejętności klasowych. Mamy zatem możliwość doskonalenia postaci rozwijając zdolności odnoszące się między innymi do broni dwuręcznej, łucznictwa czy w przypadku magów siły żywiołów. Dalej talenty podzielone zostały na te ze skutkiem trwałym oraz błyskawicznym. Pierwsze dają przeważnie stałą premię do ataku lub obrony, drugie natomiast sprowadzają się w większości do finezyjnych ciosów i strzałów, osłabiających, powalających czy też usypiających przeciwników. Kiedy już wybierzecie interesującą was zdolność, ta pojawi się na pasku szybkiego dostępu, a aktywować ją można kosztem wytrzymałości oraz many w przypadku magów. Walka natomiast to dobrze znany system aktywnej pauzy, który pozwala przeanalizować sytuację, rozstawić drużynę w strategicznych miejscach, a w trudnych momentach złapać chwilę oddechu. Do tego dochodzi jeszcze zakładka pozwalająca ułożyć schematy zachowań dla wszystkich podopiecznych, dzięki czemu w większości wypadków doskonale dają sobie radę zarówno z obieraniem najodpowiedniejszych celów, jak wspomaganiem siebie nawzajem.

Dragon Age nie ogranicza nas jednak tylko do ataków za pomocą talentów i zaklęć i dzięki odpowiednim umiejętnością pozwala korzystać jak i tworzyć trucizny, pułapki i mikstury które rzuca się niczym granaty. Tego typu rozwiązanie nie jest oczywiście niczym nowym, ale miło, że wśród potężnych czarów zsyłających śnieżne burze i pioruny występujące na sporym obszarze, znalazło się miejsce dla tak przyziemnych rozwiązań.

Konsolowe piętno?

Dragon Age ukazała się zarówno na PC jak i na konsolach Xbox360 oraz PS3. O ile wszyscy zgodnie mówią, że wersja PC jest jedyną słuszną, o tyle trudno się zgodzić, że multiplatformowość w żadnym stopniu nie dotknęła gry. Po pierwsze plecak. Nie ważne ile będziecie mieć siły, ile osób w danym momencie będzie z wami podróżować, zawsze weźmiecie ze sobą tyle samo sprzętu. Wiem, że ta kwestia jeszcze nigdzie nie została poprawnie rozwiązana, ale w przypadku Dragon Age zakrawa o absurd. Przedmioty nie mają żadnej wagi, nie zajmują określonej ilości przestrzeni i nie do końca wiadomo skąd bierze się początkowa maksymalna wartość udźwigu. Po drugie zmartwychwstanie członków drużyny. Jeżeli w danej walce zginie trzech z czterech bohaterów, a ten jeden żywy do samego końca utrzyma się na nogach, po zakończonej bitwie cała reszta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przebudzi się jakby nigdy nic. Zaraz zaczniecie mnie besztać, że jak mi się nie podoba to mogę sobie grać na poziomie super hardcore nightmare i nie korzystać z zapisywania stanu gry, ale tu nie o to chodzi. Nie oczekuję od gry żeby była piekielnie trudna, ale od tego typu gier również nie oczekuję tak daleko idących uproszczeń.

Grafika, muzyka, język

Zacznijmy od muzyki, która miejscami rozpieszcza kojąc wszystkie zmysły, innym razem irytuje. Jest to jednak moje subiektywnie zdanie. Przejdźmy więc do grafiki, która również trzyma bardzo nierówny poziom. Ogólnie nie jest to szczyt techniki, ale niektóre miejsca wyglądają ciekawie, inne natomiast ociekają brzydotą. Widać to szczególnie dobrze w trakcie rozmów kiedy w tle pojawiają się jednokolorowe tekstury. Za coś takiego grafików pracujących nad grą powinno się wsadzać do kryminału. Postacie za to wyglądają świetnie, przez co w niektórych miejscach sprawiają wrażenie niemal wklejonych w słabo wykonane tła. To wszystko jednak tyczy się widoku zza pleców bohatera, ponieważ klasyczny rzut izometryczny prezentuje grę w zupełnie innym świetle - można wręcz powiedzieć, w niesamowitym blasku. Niska jakość tekstur już tak nie razi, a z pustki jaką widziało się wcześniej wyłania się obrazek pełen detali, przywodzący na myśl dawne gry RPG. Więcej o grafice oraz wydajności na poszczególnych ustawieniach znajdziecie na końcu artykułu.

Tekstury w najwyższej jakości po lewej i kwadratura koła na przykładzie sera po prawej.

EA podaje, że Dragon Age był największym przedsięwzięciem polonizacyjnym jakiego się podjęli. Wierzę im na słowo, ponieważ liczba dialogów jakie pojawiają się w grze miejscami potrafi przytłoczyć (oczywiście jest to pozytywne zjawisko). W grze możemy zatem usłyszeć Piotra Fronczewskiego, Jacka Kopczyńskiego, Zbigniewa Konopkę czy choćby Monikę Szalaty i Barbarę Kałużną. Czy w takim razie dubbing jest idealny? Oczywiście, że nie, ale przy takim rozmachu jak tu wcale nie oczekiwałem perfekcji. Grałem zarówno w wersję polską jak i oryginalną i w każdej są lepsze jak i gorsze momenty. Co prawda do tego typu gier bardziej pasuje mi brytyjski akcent dlatego angielska wersja wyjątkowo przypadła mi do gustu, ale jak ktoś nie jest z tym językiem za pan brat, spolszczenie z pewnością zadowoli go pod każdym względem.

Hit czy kit?

Nie da się ukryć, że po Dragon Age'u spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Patrząc na zapowiedzi i obietnice dotyczące tego tytułu, moje oczekiwania były przeogromne. Jakże więc czułem się oszukany przez samego siebie, kiedy do tak rozczarowującej gry siadałem koło dziesiątej wieczorem i kładłem się do łóżka dopiero o dziesiątej następnego dnia. Nie mogłem sobie tego w żaden sposób przetłumaczyć, nie mogłem uwierzyć. Chciałem wręcz wysłać płyty z grą do policyjnego laboratorium aby zbadali je pod kątem jakiś zakazanych substancji wpływających na umysł. Ale i tak pewnie nic by nie znaleźli. Dragon Age jest bowiem jak długo wyczekiwana impreza, na której nie zjawiają się najbliżsi i najważniejsi goście, ale nagle okazuje się, że zabawa z resztą, na co dzień nudnych ludzi, kończy się dopiero po tygodniu w Amsterdamie i można ją zaliczyć do najlepszych w życiu. I tak właśnie się stało. Z początku przeklinałem tą grę, drażnił mnie brak tylu elementów, że chciałem pójść do najbliższego antykwariatu, nabyć jakiś porządny średniowieczny miecz i rozprawić się z Dragon Age'm w honorowy sposób. Z czasem jednak zakochałem się w świecie jaki wykreowało BioWare, a szczególnie w niesamowitym klimacie jaki tworzyła cała drużyna. Naprawdę niewiele gier potrafi wykreować aż taką więź między graczem, a wydarzeniami na ekranie, że zapomina się o tylu frustrujących wadach. Teraz już wiem, że po skończeniu historii nie czułem niedosytu tylko żal, że muszę się rozstać z tymi wszystkimi bohaterami. Tak więc jeżeli dacie się oczarować przez uniwersum Dragon Age oraz niezwykle barwne postacie wędrujące po Fereldenie, będzie to jedna z najlepszych przygód jakie mogą was spotkać przed ekranem monitora. W innym wypadku, będzie to po prostu dobra gra.

Technikalia

Wiadomo, że w tego typu grach oprawa graficzna nie stanowi żadnego wyznacznika. Nie mniej jednak postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej, jak ustawienia poszczególnych detali wpływają na jakość wyświetlanego obrazu, oraz na wydajność. Pierwszy zestaw screenów przedstawia cztery warianty ustawień jakości szczegółów przy wysokiej jakości tekstur, drugi natomiast trzy warianty jakości tekstur przy maksymalnej ilości szczegółów.

Między jakością bardzo wysoką, a wysoką, różnice są minimalne. Gdzieniegdzie zabraknie jakiegoś krzaczka lub kępki trawy, których i tak w Fereldenie jest jak na lekarstwo - większość osób zapewne nie zwróci uwagi na takie szczegóły. Przy ustawieniach średnich za to, zmniejsza się odległość z której można dostrzec przeciwników jak i bohaterów niezależnych oraz tracą na jakości wszelkiego rodzaju efekty związane z oświetleniem. Niskie detale tymczasem zarezerwowane są dla najsłabszych konfiguracji - pole widzenia zmniejsza się, i to znacznie, a dynamiczne oświetlenie zostaje całkowicie wyłączone.

W wielu miejscach Dragon Age nie zachwyca teksturami nawet przy wysokich ustawieniach dlatego też trudno jest polecać zmniejszanie ich jakości nawet posiadaczom słabszych konfiguracji. Tym razem między wysokimi, a średnimi ustawieniami różnice widoczne są dopiero na zbliżeniach w trakcie rozmów. Niska jakość natomiast powoduje "rozmazanie" także całego otoczenia.

Wydajność

Metodologia była następująca: bardzo wysokie i wysokie ustawienia powiązane zostały z wysoką jakością tekstur, średnie ustawienia ze średnią jakością tekstur, a niskie z niską. Pomiar został przeprowadzony w trakcie walki pod Redcliffe oraz w trakcie spaceru po Denerim z widokiem ustawionym zza pleców bohatera.

W przypadku rozdzielczości 1280x1024 gra nie jest bardzo wymagająca. Przy średnich ustawieniach płynną grą powinni cieszyć się nawet użytkownicy dużo słabszych konfiguracji.

Przy rozdzielczości 1680x1050 nawet w najwyższych detalach gra była bardzo płynna, ale wyniki pokazują, że miejscami potrafiła dać się w kość testowej konfiguracji. Pytanie tylko, który z elementów graficznych Dragon Age potrzebuje aż tak wysokiej wydajności żeby na rynku w Denerim ilość klatek spadła poniżej 30. Widoki niczym szczególnym nie zachwycają, a jak widać gra wymaga. Jeżeli jednak posiadacie słabszą konfigurację istnieje sposób na obejście niskiej wydajności. Wystarczy bowiem maksymalnie oddalić kamerę i cieszyć pięknem rzutu izometrycznego, a przy okazji płynniejszą grą.

PRODUKT

UWAGI

Dragon Age: Początek


CENA: ~129 PLN

+ Mimo prostoty ciekawa fabuła
+ Świetne dialogi
+ Dobre spolszczenie
+ Pełna życia i tajemniczości drużyna
+ Widok przypominający rzut izometryczny
+ Bogato opisany świat (coś dla fanów fantasy)

- Masa uproszczeń
- Klaustrofobiczny świat
- Miejscami grafika odbiegająca od unijnych standardów

 

 

GRĘ DOSTARCZYŁ

Dragon Age: Początek



  

Autor: Robert "yorobo" Graczyk

Komentarze (54)





Podobne Artykuły/Recenzje

05-12-2005 - Age of empires 3 (7%)
01-06-2009 - Age of Conan: Hyborian Adventures - barbarzyńskie MMO (7%)
17-04-2007 - MSI NX8600GTS - Prawie jak hit (5%)
08-04-2009 - Rzut okiem: GEIL Ultra i Black Dragon - 2 x 2GB (5%)
16-04-2002 - Recenzja Age PRIDE i REAL (4%)
01-08-2002 - Neony: Sun Beam CCFL kit (4%)
10-05-2004 - GeIL DDR PC4400 Dual Channel Kit (4%)
25-01-2010 - Hosting - płatny czy darmowy (4%)
05-04-2004 - RAM OCZ PC 3500 EL Platinum i PC 4200 EL Dual Channel Kit (4%)
07-02-2008 - THERMALTAKE DUORB - Efektownie czy efektywnie? (4%)
29-07-2005 - SLI - Maksimum wydajności czy szczyt naiwności (4%)
15-11-2007 - AMD-ATI RADEON HD 3850 - Rewolucja czy ewolucja? (4%)
27-05-2009 - Popcorn Hour A-110 czy WD TV - Proste i wygodne filmów odtwarzanie (4%)
04-04-2005 - Z-Cyber Macer 256 MB - odtwarzacz MP3 - czy może coś jeszcze? (3%)
27-04-2005 - SWAT 4 (2%)
04-05-2005 - The Punisher (2%)
18-05-2005 - Constantine (2%)
08-06-2005 - FlatOut (2%)
27-07-2005 - Battlefield 2 (2%)
06-10-2004 - Silent Hill 4 (2%)

___________________________
Więcej artykułów



Redakcja serwisu FrazPC.pl nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne szkody powstałe
w wyniku użytkowania jakichkolwiek materiałów ukazujących się na łamach FrazPC.pl.
Copyright © FrazPC.pl 1997-2010
| Online: 3592 | Online w dziale: 140 | Odsłony: 609,453,152 | Czas generacji strony: 0.0296 s |