FrazPC.pl - Programy - Pogoda - Gry - Hosting


Aktualności Programy Artykuły GSM RTV Board
Intel Pineview | HTC HD2 | Westmere | Profil | Loguj | Stats |


Artykuły



20-05-2009


Creative ZEN X-Fi vs iPod NANO 4G - szuflada pełna dylematów

Gdyby się tak zastanowić nad współczesnymi dylematami użytkowników sprzętu elektronicznego, znajdziemy ich faktycznie sporo. Jedni nie mogą zdecydować się na konkretny model procesora, inni na rodzaj jego chłodzenia. Jeszcze inni nie potrafią wybrać odpowiedniej myszki, czy monitora. Mało tego – w półświatku technologii toczy się wiele wojen na tle producenckim – niektórzy wyznają racje producenta „alfa”, ich przeciwnicy natomiast zaciekle bronią prawd produktów „beta”, i tak w kółko.

Dyskusje i kłótnie toczą się nieprzerwanie. My postanowiliśmy na redakcyjnym stole operacyjnym prześwietlić, jeden z odwiecznych dylematów towarzyszących wielbicielom muzyki i multimediów. Mianowicie – czy w cenie do ok. 600 zł lepiej wybrać wielofunkcyjny odtwarzacz multimedialny MP3/MP4, czy też znanego wszystkim iPod’a. Przyjrzymy się dwóm popularnym na rynku rozwiązaniom. Skonfrontujemy racje wielbicieli zwykłych odtwarzaczy oraz iPod’ów, postaramy się sprawdzić, czy odwieczny konflikt pomiędzy nimi, ma naturę czysto teoretyczną, czy może istnieją jego technologiczne przyczyny.

Zanim przejdziemy do właściwej treści tego artykułu, w telegraficznym skrócie poznajmy jeszcze zagadnienia na jakich się skupimy. Otóż w pierwszej kolejności poznamy bliżej naszych dzisiejszych bohaterów – sprawdzimy ich wyposażenie, przyjrzymy się wyglądowi i poznamy funkcje. Następnie sprawdzimy jak „maleństwa” (o ile można je tak nazwać) grają. Dowiemy się też, jak długo należy je ładować oraz na jaki czas użytkowania się to przekłada. Sprawdzimy również szybkość odtwarzaczy przy współpracy z komputerem. Na koniec wszystko podsumujemy i rozstrzygniemy, a przynajmniej postaramy się rozstrzygnąć, czy odwieczna walka ma sens, czy jest tylko błahym pospolitym ruszeniem, które winno już dawno zostać stłumione. Zaczynajmy więc.

Creative X-Fi 8GB - pierwsze wrażenie i specyfikacja.

Pierwszy z bohater dzisiejszej recenzji to odtwarzacz multimedialny marki Creative. Dotarł do nas oczywiście w kartonie jednak producent serwuje go w przezroczystym, plastikowym opakowaniu dosyć pokaźnych rozmiarów. Wszystko wygląda na pięknie i schludnie zapakowane. Na pierwszy rzut oka odtwarzacz robi dobre wrażenie – jest ładnie stylizowany i nie budzi negatywnych skojarzeń. Zobaczymy jak będzie w dalszej części.


Wyposażenie:

Zestaw dodatków otrzymywanych z odtwarzaczem jest dosyć skromny. Znajdziemy z w nim dokumentację urządzenia wraz z instrukcją obsługi i szybkiego startu. Prócz tego do dyspozycji mamy płytę CD z niezbędnym oprogramowaniem potrzebnym do obsługi niektórych funkcji urządzenia. Jest również przewód USB do łączenia odtwarzacza z komputerem – niestety na powyższej fotografii go nie zobaczycie, zaginął w akcji ;] Do zestawu dołączone zostały także słuchawki i od razu rzec by się chciało, nie byle jakie słuchawki. Są to douszne „pchełki” Creative, model EP-830. Sądząc po cenie (można je kupić osobno za ok. 135 PLN) oraz pochlebnych opiniach krążących o nich w sieci, winny być zaletą w wyposażeniu odtwarzacza. Oczywiście sami orzekniemy to dopiero wtedy gdy uznamy, że grają naprawdę na plus.

Wygląd zewnętrzny:

Po wyjęciu z opakowania możemy w końcu przyjrzeć się z bliska naszemu odtwarzaczowi. Jest ładny – wygląda na nowoczesny. Mimo, iż w specyfikacji napisaliśmy, że jest czarny, tak naprawdę w tym kolorze jest jedynie przedni panel odtwarzacza (otoczony został on zresztą srebrną ramką). Tylna część obudowy jest srebrna. Niestety po wzięciu go do rąk jego nowoczesność i design zostają nieco zbanalizowane. Wszystko jest plastikowe – co prawda dłonie nie alarmują nas o tym, że trzymamy w nich budżetową tandetę, jednak wrażenie jest jednoznaczne. Już w tym momencie jesteśmy przekonani, iż w szczególności przedni panel będzie podatny na zarysowania (chyba wszystkim znane są historie cienkiego przezroczystego plastiku polerowanego na tzw. szybę), a tylna część obudowy łatwo będzie się wycierać – już zresztą widoczne są ślady użytkowania przez inne redakcje.

Troszkę zdegustowani plastikowym smakiem urządzenia, bierzemy się za dalszą część oględzin – nie będziemy w końcu rozpamiętywać tego co już się zdarzyło. Wróćmy na przedni panel – otóż znaczną jego część zajmuje 2,5 calowy, zorientowany poziomo, ciekłokrystaliczny wyświetlacz, pod którym dostrzec możemy niewielki napis określający model posiadanego urządzenia. Po prawej stronie ekranu zainstalowano 13 przycisków funkcyjnych. Jak łatwo można zauważyć 4 spośród wszystkich guzików zostały oznaczone. Są to główne przyciski służące do wywoływania podstawowych funkcji urządzenia. Pozostałe 9 nie sygnowanych guzików służy do nawigacji po opcjach menu. Co ciekawe – wystarczyło by tylko 5 przycisków, gdyż to one w głównej mierze swoim układem odpowiadają za czterokierunkową komunikację oraz akceptowanie naszych wyborów. Pozostałe guziki są raczej bezużyteczne i służą zapewne, jako część ładnej kompozycji. Bo chociaż odpowiadają za jakieś błahe funkcje to praktycznie w ogóle się ich nie używa.

Na drugiej fotografii możemy zobaczyć tajemniczą szczelinę zlokalizowaną na bocznej ścianie odtwarzacza. To nic innego jak wbudowany głośnik. Generuje dźwięk zadowalającej jakości (oczywiście jak na mały zintegrowany z urządzeniem głośnik!) dzięki czemu możemy go używać podczas wspólnego słuchania muzyki czy oglądania filmu w podróży – nie jest on głośny na tyle byśmy dobrze słyszeli dialogi filmu przy otwartym oknie samochodu, ale jeśli we wnętrzu jest relatywnie cicho bez problemu powinniśmy dosłyszeć wszystko czego będziemy potrzebować.

Prócz zintegrowanego głośnika, na przeciwnej bocznej ścianie odtwarzacza znajdziemy slot na karty pamięci. Urządzenie obsługuje nośniki SD oraz SDHC. Bezpiecznie możemy dołożyć sobie do standardowej ilości pamięci jeszcze 4GB – tak by odtwarzacz bez kłopotu je „przyjął”. Z kartą o pojemności 8GB możecie mieć już kłopot, gdyż urządzenie jest bardzo wybredne i zdarza się, że w ogóle nie widzi nośnika o pojemności 8GB (nam zdarzyło się to przy okazji karty Kingston 8GB klasy 6). Udało się nam co prawda zmusić odtwarzacz do obsłużenia 8 gigabajtowej karty SDHC firmy Lexar, nie zmienia to jednak faktu, iż Kingston został przez naszego bohatera „odtrącony”.

Jest jeszcze jeden aspekt, który warto przy okazji dodatkowej pamięci poruszyć – mianowicie, jeśli już dołożymy sobie np. 8GB do odtwarzacza to musimy mieć na uwadze to, że odtwarzacz nie łączy dysków i nie potrafi ich równocześnie obsłużyć. Znaczy to tyle, że jeśli np. stworzymy sobie listę piosenek i połowę umieścimy na dysku odtwarzacza, a połowę na karcie pamięci to będziemy mogli słuchać tylko tych utworów, które znajdują się na aktualnie aktywnym dysku. Dodatkowo warto wiedzieć także to, że jeśli odtwarzamy właśnie muzykę ze standardowej, wbudowanej pamięci to nie będziemy mogli w trybie odtwarzania przejść do zawartości nośnika SD/SDHC, gdyż kontroler zmieni dynamicznie punkt odwołania do nowego dysku i przerwie odtwarzanie. Niby szczegół, a jednak dla niektórych okazuje się uciążliwy. Oczywiście w standardzie do odtwarzacza nie została dołożona karta pamięci – jest tylko atrapa, zabezpieczająca slot przed nadmiernym zabrudzeniem, czy dostaniem się do środka śmieci.

Jeśli przyjrzymy się nieco uważniej fotografii powyżej to na tylnym panelu obudowy odtwarzacza dostrzeżemy także niewielki suwak. Służy on do włączania i wyłączania odtwarzacza, a także do blokowania klawiszy funkcyjnych – w razie gdybyśmy chcieli np. naszego muzykanta wrzucić do kieszeni i wyskoczyć na mały jogging, blokada da nam pewność, że nawet przypadkowe naciśnięcie któregoś z przycisków nie zaburzy listy odtwarzania. Na koniec przyjrzyjmy się jeszcze ostatniej wyposażonej w złącza ścianie bocznej. Możemy na niej dostrzec 4 zwracające uwagę punkty, są to kolejno od lewej zaczynając: dioda sygnalizująca poziom baterii odtwarzacza (w zależności od stopnia naładowania świeci na zielono, żółto i czerwono), złącze mini-Jack 3,5 mm, złącze mini-USB oraz przycisk reset, który przyda się kiedy odtwarzacz przestanie odpowiadać na nasze polecenia.

Creative ZEN X-Fi nie należy do maleńkich świata odtwarzaczy. Za sprawą dużego wyświetlacza dorobił się naprawdę sporych gabarytów. Jak widać to na załączonych zdjęciach jest zbliżony rozmiarami do przeciętnego telefonu komórkowego, jest też znacznie większy od pióra gitarowego (w tej recenzji posłużyło ono za substytut odpowiadający rozmiarami monecie o nominale 5 zł ;) ). Jeżeli więc planujemy zakup niewielkiego i ergonomicznego odtwarzacza, przy tym modelu powinniśmy się zastanowić dwa razy. Niestety nowy ZEN cechuje się też sporą wagą – z góry informujemy, iż chęć włożenia odtwarzacza w luźne kieszenie krótkich spodni może przysporzyć nam wstydu podczas jazdy na rolkach czy biegania – chyba, że mocno spodenki zasznurujemy. Alternatywą jest oczywiście zakup opcjonalnego pokrowca zapinanego na przedramię – w cenie ok. 15 Euro.

O słuchawkach już dzisiaj wspominaliśmy. Teraz przyjrzymy się im z nieco bliższej perspektywy, aczkolwiek nie będziemy się bawić w audiofilów. Wpierw rzućmy okiem na ich budowę i wzornictwo. Według naszej opinii stylizacja jest nowoczesna i nie pozostawia wiele do życzenia. Miejsca łączenia przewodu, bezpośrednio z każdą słuchawką są dodatkowo obudowane warstwą gumy z logiem Creative, zabezpiecza ona punkty teoretycznie bardziej podatne na uszkodzenia w skutek wyginania przewodu – całkiem miło, szkoda tylko, że identycznego zabezpieczenia nie zastosowano przy łączeniu przewodu z wtyczką mini-Jack, miejmy nadzieję, iż standardowe „garbowanie” przewodu w miejscu połączenia spisze się tam równie dobrze. Część douszna słuchawki jest pokryta miękką warstwą gumy. Poprawia to znacznie komfort użytkowania. Całości dopełnia pokaźniej długości przewód: 120 cm powinno spokojnie wystarczyć nawet bardzo wysokiemu Użytkownikowi. Drażniący może być jednak fakt, iż na przewodzie nie zastosowano, żadnego klipsa mocującego słuchawki do którejś z części garderoby, przez co kabel na bieżąco zmienia swoje położenie, często napinając się, powodując tym samym drażniące wyrywanie słuchawek z uszu.


Dla tych, którzy nieco bardziej interesują się tematyką słuchawek przedstawiamy także tabelę specyfikacyjną z podstawowymi informacjami o EP-830. Same wrażenia odsłuchowe po użytkowaniu słuchawek są naprawdę dobre – jeśli mówimy oczywiście o dźwięku. Barwa jest raczej ciepła. Średnica jest troszkę przesunięta ku dołowi – mimo tego górne partie są słyszalne bardzo dobrze. Słuchawki grają naprawdę głośno, na dobrym poziomie – oczywiście jak na maleńkie „pchełki”. Jedyne zastrzeżenie, nad którym się zastanawiamy to troszkę zbyt duża ilość basu. Pomimo tego patrząc na całokształt, w słuchawkach słychać naprawdę dynamiczny i soczysty kawał dźwięku.

Moglibyśmy na tym poprzestać i zostawić tę subiektywną ocenę w spokoju, jednak prócz samej charakterystyki dźwięku istotne są też walory użytkowania słuchawek. Tutaj jest już znacznie gorzej. Niestety konstrukcja słuchawek skutecznie sprzyja przenoszeniu drgań i szelestów wprost do ucha słuchacza. Jest to spowodowane tym, że konstrukcja dousznika przypomina stetoskop (przyrząd którym lekarze osłuchują chorych), a całość działa na podobnej zasadzie. Co prawda na końcu przewodu nie mamy słuchawki stetoskopowej tylko złącze mini-Jack, mimo tego przewód słuchawkowy na znakomitej części swojej długości wyłapuje uderzenia, czy otarcia o kurtkę, kołnierz, szyję itp. przenosząc wszystko bezpośrednio na znajdujące się w przewodzie słuchowym membrany słuchawek. Jest to niezwykle irytująca przypadłość, powodująca niechęć do użytkowania EP-830 po pierwszej podróży tramwajem czy rekreacyjnym biegu po wiślanym bulwarze.

Funkcje, obsługa i oprogramowanie:

Poznaliśmy już specyfikację, wyposażenie oraz budowę odtwarzacza. Teraz czas rzucić okiem na jego funkcje oraz możliwości. Po włączeniu urządzenia z pewnością dobre wrażenie zrobi na wszystkich wyświetlacz ciekłokrystaliczny, w szczególności jego jakość. Wszystko jest na nim bardzo czytelne i przejrzyste. Czcionki są wystarczająco duże by odczytać je nawet z większej odległości. Ogólnie mówiąc w każdym miejscu panuje porządek i ład – dlatego obsługa odtwarzacza jest intuicyjna. Do troszeczkę sztywnych przycisków można bardzo szybko przywyknąć. Szkoda tylko, że nie są podświetlane – ułatwiło by to korzystanie z urządzenia w ciemnościach.

Poruszanie się po głównym menu na początku wydaje się toporne, jednak po opanowaniu przycisków oraz skrótów jest czystą przyjemnością. Szybkość działania nowego ZEN’a jest zadowalająca, dopóki nie zapełnimy jego pamięci licznymi plikami – w szczególności wielką ilością plików niewielkich rozmiarów (np. zdjęć w małej rozdzielczości). Niestety funkcje indeksowania pamięci flash nie są doskonałe i momentami cały interfejs wyraźnie się przycina, zwalnia czy doczytuje do listy np. nową partię miniaturek. Nie jest to oczywiście powodem częstych zawieszeń urządzenia, jednak podczas naszej intensywnej, 10 dniowej przygody z tym małym grajkiem, byliśmy zmuszeni czterokrotnie potraktować go resetem.

Creative ZEN X-Fi został uzbrojony w całkiem pokaźną liczbę funkcji i technologii. Jedną z nich jest choćby Xtreme Fidelity (X-Fi) – z pewnością wszyscy kojarzą ją choćby z kart muzycznych Creative’a. Mówiąc najprościej jak się da – X-Fi to sprzętowa akceleracja przy przetwarzaniu i reprodukcji dźwięku. W naszym odtwarzaczu producent pokusił się o implementację dwóch funkcjonalności tego rozwiązania. Pierwszą jest X-Fi Crystalizer, którego zadaniem jest programowa korekcja i przywrócenie utraconych podczas kompresji walorów dźwięku w formatach stratnych – np. MP3. X-Fi Expand odpowiada natomiast, za wrażenie stereofonii oraz pozycjonowanie dźwięku w słuchawkach. Oczywiście w praktyce funkcje te sprawdzają się dosyć dobrze na plikach po kompresji stratnej, nie należy jednak przypisywać zbyt wielkich rzeczy tej technologii, gdyż jest to po prostu sprytnie działająca forma equalizera programowo polepszającego walory dźwięku do poziomów teoretycznie traconych podczas kompresji. Wystarczy wgrać na odtwarzacz dobrej jakości plik muzyczny – najlepiej w bezstratnym formacie WAVE i aktywować technologie X-Fi. Efekt? Praktycznie od razu słychać przekłamania w dźwięku oraz jego nienaturalne podbarwienie. To przecież jednak nie kłopot, wszak skoro nie musimy polepszać sobie niektórych utworów – po prostu nie polepszajmy ich.

Prócz Xtreme Fidelity, nowy ZEN oferuje też kilka bardziej przyziemnych funkcji, które z pewnością ułatwią personalizację i konfigurację urządzenia. Możemy dla przykładu zabezpieczyć odtwarzacz cztero cyfrowym kodem, dzięki czemu zawartości naszego urządzenia – nawet po podłączeniu do komputera, nikt niepowołany nie będzie mógł odczytać. Funkcje zarządzania energią ograniczają się do określenia czasu, po którym urządzenie przejdzie w stan uśpienia lub automatycznie się wyłączy. Dochodzi do tego także jasność podświetlania ekranu czy ustawienie głośności. Rozbudowane zostało także menu ustawień Audio, mamy tam opcje automatycznego wykrywania głośności utworów, wzmocnienie basu, do kompletu dochodzi jeszcze 8 stopniowy equalizer, z możliwością utworzenia własnego profilu. Jak widać jest w czym wybierać.

ZEN X-Fi to oczywiście nie tylko odtwarzacz muzyki – to przenośny odtwarzacz multimediów (z ang. PMP – Portable Media Player). Możemy dzięki niemu raczyć się ulubioną porcją utworów, zdjęć, czy filmów. Do dyspozycji mamy także radio FM z możliwością zapisania w pamięci 32 stacji – niestety podczas automatycznego wyszukiwania lubi łapać szumy, przez co często musimy ręcznie precyzować poziom fal na którym ostatecznie chcemy się zatrzymać. Odtwarzacz został wyposażony w mikrofon, dzięki czemu może służyć jako dyktafon. Jakość nagrywanego dźwięku jest naprawdę wysoka, porównywalna do tej spotykanej przy normalnych dyktafonach. Nowy ZEN pod względem jakości nagrywanego dźwięku detronizuje z pewnością wszystkie telefony komórkowe.

Z innych funkcjonalności mamy zegar i kalendarz z organizatorem. O ile jeszcze obecność zegarka można zrozumieć, o tyle synchronizujący się z dowolnym klientem poczty kalendarz jest już chyba przerostem formy nad treścią – przynajmniej naszym skromnym zdaniem. Odtwarzacz służyć powinien raczej jako centrum rozrywki, dalekie od pracy czy obowiązków, i z pewnością drażniące dla niejednego z użytkowników mogłoby być przypomnienie z kalendarza przerywające odtwarzanie ciekawego filmu. Na szczęście funkcje synchronizacji można na stałe dezaktywować.

Skoro wspomnieliśmy już o ciekawym filmie, to od razu powiedzmy nieco więcej o zagadnieniu video. Sprawa, rzecz jasna tyczy się kompatybilności urządzenia z formatami wymienionymi w specyfikacji, otóż wszystkie filmy jakie chcemy wgrać na urządzenie musimy przekonwertować do formatu powiązanego z odtwarzaczem (WMV). Jeżeli tego nie zrobimy, nie obejrzymy absolutnie niczego. Bzdurne jest więc twierdzenie, że odtwarzacz radzi sobie bezpośrednio z plikami DivX, Xvid czy MP4. Musimy je konwertować. Oczywiście do odtwarzacza dołączono niezbędne oprogramowanie, przeznaczone do konwersji plików video – jest w nim jednak mały szkopuł, mianowicie – bardzo kiepsko radzi sobie ono z dużymi plikami. Dlatego o ile nie będziemy mieli problemów z przerobieniem i wgraniem na odtwarzacz seriali, czy teledysków, z dużymi plikami możemy mieć już kłopoty – po pierwsze generowane przez oprogramowanie, wyrzucające błędy, po drugie przez odtwarzacz, na którym większe produkcje potrafią się zacinać. Niestety opcje video nie dają możliwości wczytania napisów, choć przy tak małym wyświetlaczu mogło by się to okazać strzałem w kolano. Na szczęście obsługa programu Video Converter nie jest zbyt wymagająca:

Przed pierwszym podłączeniem odtwarzacza do komputera, producent zaleca instalację oprogramowania Creative Centrale, troszkę podejrzliwie rozpoczęliśmy procedurę instalacji – wszak nie chcielibyśmy być w tym momencie świadkami ewolucji zwyczajnego i wygodnego urządzenia magazynującego w stronę produktów Apple, zarządzanych tylko z poziomu iTunes (ale o tym za chwilę). CC to jednak nic innego jak aplikacja wspomagająca obsługę odtwarzacza. Z jej pomocą możemy tworzyć własne listy odtwarzania, przeglądać i aktualizować kolekcje zbiorów muzycznych, filmowych i zdjęciowych. „Centrala” pozwala także na konwertowanie utworów muzycznych z płyt do plików MP3.

Oczywiście oprogramowania producenta możemy używać bądź nie, bo odtwarzacz jest rozpoznawany przez system operacyjny jako urządzenie magazynujące (uff...). Możemy go więc używać nawet, jako zwyczajnego pendrive’a. Oczywiście na dysku są foldery do których szybko i wygodnie możemy przegrywać nasze ulubione pliki – do tego celu używać można zarówno managera plików wbudowanego w system operacyjny, jak i aplikacji zewnętrznej (np. Total Commander). Usprawnia to pracę, czyni urządzenie wygodnym przy aktualizacji danych, a także sprawia, iż odtwarzacz jest kompatybilny w każdym komputerem do którego go podłączymy. Niezależnie od tego czy chcemy zgrać najnowszą partię seriali od przyjaciela, czy zanieść koleżance notatki. Po kilku chwilach od przypięcia urządzenia do złącza USB dowolnego komputera, możemy zarządzać zawartością dysku i bez skrępowania jej używać.

Apple iPod nano 4G - pierwsze wrażenie i specyfikacja.

Przyszła kryska na drugiego bohatera dzisiejszej recenzji – maleńką hybrydę z rodziny iPod’ów już czwartej generacji. Dlaczego hybrydę – dowiecie się za chwilę. Wpierw jednak rzućmy okiem na opakowanie. Jest utrzymane w tym samym trendzie co plastikowa trumna Creative’a – nie zapominajmy jednak, kto tu od kogo podpatrzył sposób pakowania swoich produktów. Jak na sprzęt sygnowany nadgryzionym jabłkiem przystało, iPod robi świetne wrażenie – wygląda po prostu znakomicie, zaraz przekonamy się co potrafi. Spójrzmy na specyfikację.


Wyposażenie:

Wyposażanie dołączone do odtwarzacza jest raczej standardowe. W jego skład wchodzi lakoniczna dokumentacja urządzenia opisująca podstawowe funkcje oraz instrukcję szybkiego startu. Dodatkowo otrzymujemy także białe – charakterystyczne dla iPODa słuchawki, kabel dokujący służący jako ładowarka i łącznik urządzenia z komputerem. Jest również przejściówka dokująca i zestaw dwóch białych naklejek z logo Apple. Całość prezentuje się dobrze – jest to standardowo spotykany dziś przy praktycznie wszystkich odtwarzaczach multimedialnych zestaw dodatków.

Wygląd zewnętrzny:

Nano prezentuje się wspaniale. Ma aluminiową, zaokrągloną obudowę, która w końcu wróciła do swojej starej, wydłużonej formy z pionowo usytuowanym ekranem, znanej z I i II generacji. W niepamięć możemy więc odłożyć Nano generacji trzeciej, który charakteryzował się dosyć „krępej” postury obudową. iPody z rodziny Nano zwykło się nazywać hybrydami będącymi połączeniem urządzeń z serii shuffle i classic. Z tych pierwszych zaczerpnięto niewielkie rozmiary i pamięć flash. Z drugich natomiast wzięto interfejs i kolorowy wyświetlacz, a mutacja zaowocowała jednym z najpopularniejszych i jednocześnie najmniejszych multimedialnych odtwarzaczy na rynku. Nowa generacja Nano to także pierwsza tak różnobarwna rodzinka wśród urządzeń Apple – można wybierać spośród 8 dostępnych kolorów.

Dosyć jednak teorii – zbytnio się rozluźniliśmy, dlatego jeszcze słówko o samej budowie. Jak już wspomnieliśmy obudowa wykonana została z aluminium – stanowi jedną, zespoloną całość dzięki czemu cała konstrukcja wygląda bardzo solidnie. Wyświetlacz osłania szybka z grubego szkła, ono również robi dobre wrażanie – nie ugina się pod naciskiem kciuka i jest odporniejsze na zarysowania niż standardowy plastik. iPod w dłoni leży dosyć dobrze choć musimy przyznać, że dawno z takim „chudzielcem” nie było nam dane obcować – bez problemu może wyślizgnąć się pomiędzy palcami.

Połowę miejsca na przednim panelu obudowy zajmuje 2 calowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny. Drugą połowę wyposażono w kółko do klikania (click wheel), które stanowi podstawowy interfejs użytkownika do komunikacji z odtwarzaczem – jest to okrągły panel dotykowy, za pomocą którego możemy zarządzać wszystkimi ustawieniami iPod’a. Kółko jest dosyć intuicyjne i łatwe w użyciu, przynajmniej na razie – prócz wielokierunkowego pada wyboru, zawiera ono też środkowe koło do klikania i akceptowania naszych decyzji. Całość wygląda bardzo schludnie i użytecznie. Niedługo sprawdzimy jak sprawdza się ono w praktyce, przy używaniu odtwarzacza na pełen gwizdek.

Górna ściana obudowy została wyposażona w suwak blokujący przyciski urządzenia, dzięki czemu można schować iPod’a do kieszeni bez obaw o kolejkę odtwarzania, czy inne niekontrolowane reakcje urządzenia na przypadkowe naciśnięcie kółka wyboru.

Na dolnej ścianie zainstalowano złącze słuchawkowe oraz gniazdo dokujące. Smutny jest przy tej okazji fakt, iż iPod nie jest kompatybilny ze standaryzowanym kablem USB, musi niestety korzystać z dedykowanego złącza, skutecznie ogranicza to jego użyteczność przy wyprawach do znajomych w celu zgrania np. muzyki. Jedynym wyjściem jest zabranie kabla ze sobą lub odwiedzanie tylko tych kolegów i koleżanek, którzy również posiadają odtwarzacz spod znaku nadgryzionego jabłka (oczywiście kabel to nie jedyna przeszkoda w uczynieniu iPoda naprawdę uniwersalnym, o tym jednak napiszemy nieco dalej).

Rozmiary i waga Nano czwartej generacji są naprawdę imponujące. Nokia 6300 w porównaniu do odtwarzacza to tłusty mutant, nie wspominając już o rozmiarach konkurencyjnego w tej recenzji ZEN’a X-Fi. Testowany iPod bije obydwa urządzenia na głowę. Być może fotografia nie oddaje w pełni tego wrażenia, jednak wystarczy potrzymać odtwarzacz w dłoni, by po chwili zapomnieć, że w ogóle się tam znajduje. Lekki jak piórko i cieniutki niczym kromka chleba krojona w wojskowych koszarach podczas 3 dnia ostrzału, robi bardzo pozytywne wrażenie. No i do biegania w luźnych spodenkach nie będziemy potrzebować silnego sznurowania. Oczywiście możemy doposażyć się w różnorodne pokrowce, opaski i podobne im poprawiacze nastroju dla aktywnie biegających z muzyką w uszach.

Słuchawki dołączone do całości to standardowy produkt marki Apple dokładany do zestawów iPod’a. Oczywiście nie zakładamy, że będą one szczytem marzeń audiofila, jednak nie spisujmy ich od razu na straty – sprawdźmy więc jak się prezentują. Występują tylko w jednym kolorze – białym. Są całkiem starannie wykonane. O detale zadbano w szerokim spektrum – są gumki zabezpieczające miejsca łączenia zarówno obudowy słuchawek z kablem, jak i ze złączem mini Jack, jest długi przewód połączeniowy oraz dobrze wyprofilowane „douszniki”. Membrany słuchawek zabezpiecza siatka otoczona dodatkowo miękką gumą, w części będącej w bezpośrednim zetknięciu z małżowiną uszną, czyni to słuchawki bardzo wygodnymi. Niestety tak samo jak w przypadku EP-830 te słuchawki również nie zostały wyposażone w klips pozwalający na przypięcie ich do garderoby. Zdecydowanie uprzykrza to korzystanie z urządzenia w okolicznościach aktywizacji organizmu.

Jak łatwo można odczytać to ze specyfikacji – standardowe słuchawki Apple ustępują swoim konkurentkom, w które został wyposażony odtwarzacz Creative. Są one jednak produktem tańszym. W kwestiach muzycznych faktycznie, grają nieco gorzej niż EP-830. Barwa jest ciepła, jednak niektóre dźwięki nie są przekonujące. Tony niskie są zdecydowanie gorzej odwzorowane niż w przypadku konkurentek, a scena jest jednolita – troszkę zbyt słabo zaakcentowana. Standardowe słuchawki Apple grają też o wiele ciszej aniżeli EP-830. Wpływ na to z pewnością ma dosyć wysoka impedancja.

Białe douszniki mają za to jedną zasadniczą przewagę nad konkurencyjnym produktem Creative’a. Są szalenie wygodne – nawet po wielogodzinnym użytkowaniu małżowiny uszne są zrelaksowane. Nie ma mowy o żadnym bólu czy dyskomforcie. Są znakomicie wyprofilowane i świetnie leżą w uchu. A co najważniejsze nie uświadczymy przy nich efektu stetoskopu, już w tej recenzji wspomnianego. Patrząc więc na całokształt możemy śmiało stwierdzić, iż dołączone do zestawu słuchawki to ciekawy produkt. Można dzięki nim posłuchać muzyki relaksując się przy tym, chociaż wielbiciele głębi i pełnego brzmienia z pewnością szybko je wymienią.

Funkcje, obsługa i oprogramowanie:

Obsługa iPODa jest w miarę intuicyjna, choć trzeba przyznać, że kółko nawigacyjne czasami nastręcza problemów – w szczególności na początku użytkowania odtwarzacza, trzeba do niego przywyknąć. Po kliknięciu na jego środkowy przycisk wywołamy menu główne urządzenia – znajdziemy w nim kilka znajomych i często spotykanych w odtwarzaczach multimedialnych funkcji. Menu jest czytelne i przejrzyste, a niewielki wyświetlacz cechuje się dobrą rozdzielczością, dzięki czemu nawet małe szczegóły są wyraźne. W sumie można powiedzieć, że ekran podzielony jest na 3 części – górny pasek stanu, na którym wyświetlane są informacje o statusie odtwarzania oraz stan baterii, pośrodku do naszej dyspozycji oddano największą część wyświetlacza, na której znajdziemy funkcje menu oraz liczne elementy interfejsu, ostatnia część ekranu to pas zajmujący ok. 1/4 powierzchni LCD – są na nim wyświetlane dane o odtwarzaczu, okładki płyt których właśnie słuchamy bądź też nasze fotografie.

Bardzo dobre wrażenie robi menu ustawień odtwarzacza. W szczególności możliwość regulacji walorów dźwięku w bardzo szerokim zakresie. Mamy do dyspozycji aż 22 stopniowy korektor. Szkoda tylko, że samodzielnie nie możemy utworzyć własnego profilu. W odtwarzaczu zastosowano także kilka opcji służących do zarządzania energią – gdzie możemy określić czas potrzebny urządzeniu do przejścia w stan uśpienia oraz jasność wyświetlacza.

iPOD to także wiele innych funkcji. Z pewnością znacie z telewizji ostatnią reklamę obuwia Nike do biegania, tak? Z nowym Nano możecie dołączyć do rywalizacji pomiędzy rodzajem męskim i żeńskim. Gdyż jak się okazuje, odtwarzacz ma wbudowany program obsługi treningów, a w nim takie opcje jak trasy biegów, czasy, kilometry, historia, kalorie i tak dalej. Świetnie, jednak jest pewien problem – iPOD nie ma żadnej zawleczki, tudzież otworu na montaż smyczy, mało tego – jak już wspomnieliśmy słuchawki nie maja nawet klipsa pozwalającego przypiąć je do ubrania. Jak tu więc z takim czymś biegać i rywalizować o wyniki? Owszem – można dokupić sobie pokrowiec na przedramię, jednak to nas nie satysfakcjonuje – zawsze to wszakże dopłata. Wkładamy więc odtwarzacz do kieszeni spodenek, rozpoczynamy bieg i co? Zamiast muzyki słyszymy tylko poucinane dźwięki, chaotycznie zmieniające swoją kolejność. Spokojnie – to nic innego jak funkcja „Shake to Shuffle” („wstrząśnij by przetasować”), po prostu zapomnieliśmy o jej wyłączeniu. Na co dzień jest ona całkiem przydatna – np. jadąc tramwajem, gdy nie mamy ochoty wyjmować odtwarzacza z kieszeni, a piosenka która została wylosowana nie przypadła nam do gustu, wystarczy nim potrząsnąć, aby został wylosowany kolejny utwór, jak podaje producent oraz jak mówią niektórzy – przełączanie utworów poprzez potrząsanie nie występuje w ramach przypadku np. podczas biegania. My jednak odczuliśmy to na własnej skórze – w końcu co dzieje się podczas biegania z odtwarzaczem włożonym do kieszeni, hę? Wyjściem z sytuacji jest wyłączenie funkcji lub jej przekonfigurowanie w taki sposób by działała tylko z wciśniętym kółkiem menu, no chyba że jesteśmy wielbicielami mieszanki dźwięków brzmiących przekrojowo jak wiadro wrzucone do betoniarki.

Rzecz jasna treningi z iPODem to nie wszystko. Do dyspozycji mamy multum innych, jak dla nas mało użytecznych funkcji – standardowo kalendarz synchronizujący się z klientami poczty, manager kontaktów, lista rzeczy do wykonania, budzik, stoper etc. Jest też dyktafon – ale co ważne, nie nacieszymy się jego funkcjami, póki nie podłączymy słuchawek z wbudowanym mikrofonem. Niestety odtwarzacz nie posiada własnego rejestratora dźwięku. Szkoda również, że zabrakło radia FM. Mimo, iż Nano nie jest wolny od wad, producent nie obawia się nazywać go „muzycznym geniuszem”, wszystko to za sprawą funkcji „Genius”, która potrafi w inteligentny (ponoć) sposób dopasowywać do siebie utwory wg. naszych preferencji. Co to oznacza? Załóżmy, że jesteśmy wielbicielami Disco-Polo, ale na odtwarzacz wgraliśmy dziesiątki rodzajów i typów muzyki. Szczęśliwym trafem jednak, udaje się nam na całej liście utworów natrafić na ulubiony kawałek – dodajemy go do listy Geniusza, a odtwarzacz sam dodaje do powstałej listy utwory odpowiadające charakterystyką wybranemu utworowi. Operacja taka jest trwała i zapisuje wybrane utwory w naszej bibliotece, dzięki czemu w późniejszym terminie możemy poprzez aktywację Geniusza, słuchać utworów określonego typu. Takich list możemy tworzyć sobie dowolnie dużo i odwoływać się do nich kiedy tylko chcemy.

Nasz genialny iPOD, nie odtwarza oczywiście tylko muzyki. Gwarantuje nam rozrywkę na wysokim poziomie – umożliwia oglądanie filmów, zdjęć, czytanie książek, a nawet gry. Dzięki świetniej jakości wyświetlacza, grafika wygląda znakomicie – zarówno filmy, jak i fotografie są przez urządzenie ukazywane w nieprzeciętnej formie. Oczywiście 2 cale to niezbyt wygodna przestrzeń do jednorazowego obejrzenia sagi Władcy Pierścieni, jednak dla tymczasowego zabicia czasu, czy nudy sprawdza się wyśmienicie. Jeśli nie chcemy oglądać filmu, zawsze możemy w trybie odtwarzania przejrzeć swoje kolekcje fotograficzne lub poczytać książkę – urządzenie bardzo dobrze radzi sobie z plikami tekstowymi.

Ciekawą funkcją iPODów (i nie tylko) jest wbudowany akcelerometr, czyli specjalny czujnik wykrywający położenie i orientację odtwarzacza. Dzięki niemu wyświetlacz jest dynamicznie przełączany w tryb poziomy lub pionowy. Dodatkową funkcjonalnością jest tutaj Cover Flow, czyli możliwość przełączania się w trybie poziomym pomiędzy albumami, za pomocą ich okładek. Dzięki temu możemy za pomocą kółka dotykowego, obracać całą kolekcją muzyczną, w bardzo szybki sposób przełączając się pomiędzy preferowanymi albumami, czy wykonawcami. Dodatkowo warto wiedzieć także o tym, że wiele gier przeznaczonych dla produktów Apple, aktywnie korzysta z dobrodziejstw akcelerometru, stąd liczne tytuły przy których do rozgrywki będziemy potrzebowali nie tylko sprawnych palców, ale także wyczucia w dłoniach, by odpowiednio manewrować położeniem odtwarzacza. Domyślnie Nano został wyposażony w 3 gry - pasjans (Klondike), labirynt (Maze) oraz Vortex, czyli zręcznościówkę pokroju starych i poczciwych kosmicznych strzelanek.

Każdy Użytkownik zna przynajmniej „ze słyszenia” oprogramowanie iTunes. W przypadku urządzeń Apple bez niego ani rusz. Stety lub niestety – również Nano 4G jest bez tego oprogramowania wart dla użytkownika tyle, ile szampon dla łysego kombatanta. iTunes to wielkie centrum dowodzenia, bez którego nie uda się nam spersonalizować, czy zapełnić iPOD’a naszymi kolekcjami multimedialnymi. Producent w instrukcji zastrzega, by zainstalować iTunes przed pierwszym podłączeniem Nano do komputera. I tutaj trafiamy na pierwszy problem – mianowicie, oprogramowanie trzeba pobrać z Internetu, gdyż nie dołączono go do wyposażenia. Być może dla wielu problem wyda się błahy, ale 70 MB w wielu przypadkach ściąga się dosyć długo.

Załóżmy jednak że udało się nam bez kłopotu i długiego oczekiwania pobrać wersję instalacyjną programu – super. Możemy już podłączyć nasz odtwarzacz do PC’ta. System poprawnie wyrywa Nano – jako iPOD’a (i bynajmniej nie jest to standaryzowane urządzenie pamięci masowej). iTunes umożliwia pełną synchronizację odtwarzacza z naszym komputerem, a więc wgranie wskazanych albumów, filmów, zdjęć czy innych plików oraz pogrupowanie ich w odpowiednie katalogi, listy odtwarzania itp. Interfejs jest przejrzysty, jednak nazbyt urozmaicona zabawa w zapełnianie pamięci odtwarzacza jest drażniąca i zdecydowanie wolelibyśmy tryb urządzenia masowego, wraz z możliwością zarządzania plikami w sposób „przeciągnij i upuść”.

iTunes na pierwszy rzut oka nie sprawia jednak wielu problemów. Do czasu jednak. Kłopot pojawia się, gdy postanawiamy wybrać się do znajomego np. po najnowszą partię utworów muzycznych – jeżeli kolega nie ma na komputerze zainstalowanego oprogramowania iTunes, możemy co najwyżej pomarzyć o podłączeniu się do jego PC’ta (oczywiście winniśmy pamiętać także o dedykowanym kablu dokującym Apple). Jeśli zaś rzeczony kumpel ma na komputerze odpowiednie oprogramowanie jesteśmy uratowani. Też jednak nie do końca. Okazuje się bowiem, iż iPOD w kwestii kompatybilności jest nieudolny, oto bowiem podłączając się do innego PC’ta system zapyta nas o chęć synchronizacji urządzenia z nowym stanowiskiem – intuicyjnie zgadzamy się, i co? Nasze dotychczasowe kolekcje zastępowane są zupełnie nową biblioteką pochodzącą z nowego komputera – nie przypuszczaliśmy, że chęć zgrania muzyki z innego urządzenia będzie, aż tak urozmaicona. Oczywiście po szkodzie mądry jest każdy – nie należy bowiem zbyt pochopnie synchronizować się ze wszystkim co nam wpadnie w ręce. Tak jednak podpowiadała nam intuicja, i niestety w tym przypadku nas zawiodła. Podany wyżej przykład jest autentyczną sytuacją wynikłą w trakcie użytkowania sprzętu. Rzecz jasna – po prostu nie należało się zgodzić na pełną synchronizację z nowym PC’tem, jednak nie przypuszczaliśmy, iż ta decyzja może być powodem np. wyczyszczenia naszej pamięci flash. Pamiętajmy zatem, by synchronizować się „z głową”.

Pozytywną stroną iTunes jest za to dostęp do potężnego świata Apple za pośrednictwem iTunes Store. Dzięki niemu możemy wzbogacać swoje kolekcje o najnowsze utwory, płyty, filmy czy gry – wszystko to oczywiście za odpowiednią dopłatą. Do wyboru są tysiące ciekawych rzeczy – każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Jednakże całość tego pięknego świata nie jest w pełni dostępna dla Polaków. Oczywiście rozumiemy – że nasza wersja iStore jest w języku Angielskim, zdajemy sobie też sprawę z tego, że otrzymujemy w ofercie mniej gier, utworów, filmów, e-booków i wszystkiego innego, oczywistą rzeczą jest też to, że niektóre ogólnodostępne konkursy Apple nie są dostępne dla Polaków, ale nie zrozumiemy, dlaczego Europę na wschód od Niemiec traktuje się jako region krajów trzeciego świata. To w iStore się nam bardzo nie spodobało.

Testy - jakość oferowanego dźwięku:

Udało się nam przedrzeć przez budowę, wyposażenie i funkcje urządzeń. Wiemy, jak ich używać, co może nas rozdrażnić, a co przypaść do gustu. Taka powierzchowna wiedza nie powinna być jednak głównym powodem, dla którego zdecydujemy się na konkretny produkt. Dlatego teraz przystąpimy do przesłuchania naszych bohaterów. Wpierw jednak powiedzmy sobie słowo o tym jak będziemy ich słuchać.

W związku z ograniczeniami natury sprzętowej, będziemy musieli zaserwować Wam naszą opinię o dźwięku nie popartą wykresami, czy też innymi danymi profesjonalnymi. Wydaje się nam jednak, że subiektywna ocena jakości brzmienia nie będzie golem samobójczym i w miarę realnie odda to co usłyszymy w wykonaniu obu odtwarzaczy. Żeby nasi bohaterowie mieli równe szanse, obaj będą przetestowani w identyczny sposób, przy pomocy identycznego sprzętu. Słuchać będziemy przy pomocy Sennheiser'a, a dokładniej słuchawek HD212 PRO.

Być może ktoś zarzuci nam błąd w doborze słuchawek, bo przecież mają sporą impedancję (32 Ohm) i mogą być troszeczkę zbyt wymagające dla odtwarzaczy, dalej – ktoś inny może wyrzucić nam relatywnie zawężone pasmo przenoszenia, ale przynajmniej wg. nas nie można zbytnio przeceniać jego wartości. Poza tym słuchawki służą nam na co dzień w pracy, nauce i zabawie, dlatego ich specyfika jest dla nas znana, dodatkowo - membrany są dobrze wygrzane – nie musimy się więc spodziewać przekłamań. Poniżej prezentujemy specyfikację słuchawek:

Jako materiał porównawczy posłuży nam kilkadziesiąt utworów muzycznych, przygotowanych pod kątem technicznym do testów jakości odtwarzania. Zgodnie z ogólnie przyjętą zasadą oprzemy się o nieskompresowane pliki WAVE zakodowane w trybie PCM (modulacja impulsowo-kodowa), zapisane na poziomie częstotliwości próbkowania rzędu 44,1 kHz, z bitrate równym 1411 kb/s. Będzie to zatem dźwięk praktycznie identyczny z tym zapisanym na oryginalnych nośnikach CD-Audio. W skład naszego repertuaru weszły albumy reprezentujące różnorodne gatunki muzyczne (Rock, Jazz, Blues, Metal, Muzyka Klasyczna, Pop, Soul) oraz jeden album profesjonalny, Chesky Records – The Ultimate Demonstration Disc.

Mamy nadzieję, że całość procedury testowej pozwoli nam w znacznym stopniu poznać muzyczny charakter dzisiejszych urządzeń i bez problemu pomoże nam je sklasyfikować w bezpośrednim starciu. Posłuchajmy zatem:

Dźwięk - Creative ZEN X-Fi:

Jako pierwszy pod nóż poszedł ZEN. Oczywiście wszystkie funkcje polepszające jakość oferowanego dźwięku takie np. jak X-Fi Expand oraz X-Fi Crystalyzer zostały wyłączone, również ustawienia EQ zostały przywrócone do wartości fabrycznych. Rozpoczęliśmy słuchanie – przeszliśmy całą ścieżkę muzyczną zarezerwowaną na potrzeby procedury, na koniec wszystko zamknęliśmy z Chesky’m. Wrażenia? Hmm… odtwarzacz z pewnością ma jedna zasadniczą tendencję – lubi „doły”, bardzo upodobał sobie niskie dźwięki i chociaż może być w tym niewielka zasługa naszych słuchawek, to o ile dobrze sobie przypominamy również używanie EP-830 cechowało się rzec można, nazbyt zaakcentowanym basem. Ta dolna charakterystyka dźwięku z nieco podbitym basem może się jednak niektórym podobać.

Niestety szybki i soczysty dół zdominował nieco średnicę, przeciągając ja na swoja stronę. Owocem tego stanu rzeczy jest pozbawiona duszy górna część pasma: słabo zaakcentowana, można rzec nawet płaska. Trudno wyleczyć ją z tej bolączki przy pomocy equalizera, który w przypadku produktu Creative sprawuje się dosyć marnie. Lepiej jest po aktywowaniu funkcji X-Fi.

Mimo tej jednej, przynajmniej jak dla nas mało pozytywnej tendencji ZEN X-Fi gra całkiem przyzwoicie – chciało by się napisać: podejrzanie dobrze jak na produkt ze stajni Creative. Nie jest to oczywiście odtwarzacz klasy światowej, można jednak cieszyć się muzyką w jego wykonaniu. Dynamiczny dźwięk oraz zadziorny charakter sprawią, iż ZEN z pewnością znajdzie swoich zwolenników, a połączenie ciepłej barwy i dużej (szczególnie w porównaniu do Nano) mocy odtwarzacza, da mu wiele pochlebnych opinii. Warto wspomnieć też o tym, że dźwięk w praktycznie całym zakresie głośności jest czysty jak łza – ciężko wychwycić szum czy efekt przesterowania. Reasumując – ZEN gra dobrze. Nie odstrasza słuchacza i nie drażni ucha, jest to dobry wybór w klasie średniej odtwarzaczy, choć cena którą trzeba za odtwarzacz zapłacić jest troszkę wygórowana – szczególnie, że górne partie są po prostu słabe.

Dźwięk - Apple iPOD Nano 4G:

Drugi w kolejce ustawił się iPOD – potraktowaliśmy go identycznie jak poprzednika. Przygotowując się do testów odsłuchu przejrzeliśmy też sporo opinii na temat dźwięku w Nano. Wniosek był bardzo prosty – każda opinia była mocno indywidualna, rzecz można nawet, że w porównaniu ich ze sobą wpadaliśmy ze skrajności w skrajność. Jedni zachwalali, inni narzekali, jedni słyszeli dźwięk dynamiczny, rozległy, inni płaski, zimny i ograniczony. Takie rozchwianie opinii jeszcze bardziej zachęciło nas do rozpoczęcia testów. Werdykt dosyć ryzykowny (ale wcale nie obawiamy się linczu ze strony wielbicieli jabłek) – w porównaniu do ZEN’a, ba nawet w porównaniu do generacji poprzednich iPOD’ów, nasz bohater gra po prostu słabiej. Co od razu da się wychwycić? Małą moc wbudowanego wzmacniacza. Opisany wyżej Creative gra zdecydowanie głośniej. Ponoć ograniczenia wynikają z europejskiej blokady głośności, nie będziemy jednak tego weryfikować ze względu na niemożność porównania produktu z analogicznym modelem w wersji amerykańskiej. Tak czy siak – jest sporo ciszej. To po pierwsze.

Po drugie – charakterystyka. Dźwięk nie brzmi zbyt przekonująco, zrobił na nas wrażenie dosyć pospolite – wydaje się jednolity i słabo zaakcentowany na całej szerokości pasma. Jesteśmy skłonni nazwać barwę ciepłą, ze względu na troszkę lepiej reprodukowany dół. Okolice średnicy są czytelne i dobrze odwzorowane, nie czuć też jakiegoś szczególnego jej przesunięcia. Słychać pewną sprężystość i dynamikę w całej akustyce, jednak kwestie wokalne brzmią nieco zbyt płytko. Tak czy owak, po legendarnym iPOD’dzie spodziewaliśmy się o wiele więcej. Oczywiście urządzenie jest muzykalne, a sam dźwięk brzmi w miarę naturalnie – nie zmienia to jednak faktu, iż w tym przedziale cenowym można oczekiwać czegoś więcej aniżeli poprawności muzycznej? Jeśli źle myślimy prosimy o poprawę rozumowania.

Oczywiście poprawny, zrównoważony dźwięk może się podobać – podobnie jak zaakcentowany bas w przypadku odtwarzacza Creative. iPOD może pochwalić się przecież 22 stopniowym korektorem dźwięku, który w odpowiedniej konfiguracji uwydatni pożądane walory reprodukowanego dźwięku. Według naszej subiektywnej opinii, w tym starciu lepiej zagrał ZEN, jest przekonujący i waleczny, nie przypomina przestraszonego i cichego Nano.

Baterie i ich wydajność:

Teraz okiem rzucimy na aspekt mobilności testowanych urządzeń. Obaj producenci wyposażyli testowane dziś odtwarzacze w akumulatory litowo-jonowe, ładowane za pośrednictwem opcjonalnych ładowarek lub komputera. Creative deklaruje, iż jego odtwarzacz może grać nieprzerwanie przez 25 godzin lub przez 5h wyświetlać filmy (przy głośności ustawionej równo w połowie pomiędzy wartością minimum i maksimum). Konkurent ma deklarowany czas pracy w obu przypadkach o 60 minut krótszy (tj. muzyka 24h, filmy 4h). Producenci radzą by pierwsze ładowanie akumulatora trwało nie krócej niż minimalny czas potrzebny na pełne naładowanie baterii – według instrukcji Creative jest to 4h, odpowiednio dla iPODa są to 3h. My postanowiliśmy naładować je w miarę równo – tzn. każdemu daliśmy 5h na zgromadzenie odpowiedniego zapasu energii. Oczywiście wielka szkoda, że oba urządzenia nie dotarły do nas jako nowe, wcześniej nie używane – można było by wtedy przeprowadzić całą procedurę formatowań akumulatorów, by wykluczyć ewentualne przekłamania w czasie pracy. Nie marudzimy jednak. Spójrzmy wpierw na wykres z porównaniem czasu ładowania obu odtwarzaczy:

Jak widać, rzeczywisty czas potrzebny na pełne naładowanie akumulatora (za wartość „pełne naładowanie” przyjmujemy tutaj moment, w którym podłączony do źródła energii odtwarzacz przestaje kumulować energię w akumulatorze, czego oznaką jest zmiana statusu ikony ładowania) różni się od tego podawanego przez producentów. ZEN ładuje się prawie godzinę szybciej, niż deklaruje to producent, a iPOD Nano jest gotów do pracy na pełen gwizdek po 2 godzinach i 46 minutach ładowania. Można więc uznać, że oba urządzenia bardzo szybko radzą sobie z naładowaniem akumulatorów. W tym przypadku widzimy także przewagę w czasie na rzecz Nano, zasługą tego jest z pewnością mniejsza pojemność zainstalowanej baterii.

Przejdźmy teraz do czasu pracy na akumulatorze – mierzony będzie od momentu odłączenia w pełni naładowanego urządzenia od ładowarki do pierwszego automatycznego wyłączenia. Pomiary będą prowadzone w dwóch trybach – głośności średniej tj. ustawionej równo w połowie regulatora oraz maksymalnej tj. wysterowanej maksymalnie. Wszystkie pomiary prowadzone będą na słuchawkach standardowo dołączonych do każdego zestawu. Każdy wynik zamieszczony na wykresie stanowi średnią wartość 3 pomiarów wykonanych w identycznych warunkach.

Jak bardzo łatwo możemy zauważyć, deklarowany czas pracy na baterii jest krótszy, niż wynik faktycznie uzyskiwany. O ile jednak w przypadku iPODa Nano nie widać diametralnego odstępstwa od normy podawanej przez producenta, o tyle ZEN ma w papierach mocno „nakłamane”. Ustawiony na poziom średni Nano czwartej generacji spokojnie przetańczy z nami całą noc, nawet przy maksymalnym ustawieniu głośności, będzie działał bez problemu ok. 15 godzin! Jest to znakomity wynik. Odtwarzacz Creative pracuje na średnim poziomie głośności ok. 13 godzin – wynik nie jest tragiczny, jednak deklaracja producenta na poziomie doby to lekka przesada lub kpina jak kto woli. Nie wspominając o tym, iż maksymalna głośność jeszcze mocniej ogranicza czas pracy na akumulatorze. Oczywiście możemy się rozwodzić nad powstałymi różnicami – wszak ZEN gra sporo głośniej od konkurenta, występują również różnice w słuchawkach i ogólnej konstrukcji urządzeń, tak więc temat pozostawiamy do oceny Wam. Mimo, różnic technicznych Królowa Nauk nie kłamie – iPOD działa na zasilaniu bateryjnym zdecydowanie dłużej.

Podczas oglądania filmów nie ma już tak znaczących rozbieżności. Czas pracy jest zbliżony do wartości deklarowanych przez producentów. Dodatkowo ku naszemu zdziwieniu, o ile w przypadku czasu odtwarzania muzyki, pomiędzy urządzeniami wystąpiła przepaść, o tyle w kwestii filmów czas pracy jest zbliżony. Jest to dziwne szczególnie dlatego, że ZEN posiada większy niż konkurent wyświetlacz, a jak wiemy w poprzednim teście radził sobie wyraźnie gorzej. Oczywiście możliwość oglądania filmów przez ok. 3h to również nie rewelacja. Z pewnością natomiast możliwość ta stanowi dobry sposób na zabicie czasu – np. w nużącej podróży.

Szybkość urządzeń:

Ostatnim punktem naszej dzisiejszej recenzji będzie sprawdzenie szybkości działania obu odtwarzaczy. Nie jest to może aspekt tak ważny jak ocena dźwięku czy jakość wykonania, stanowi jednak ważny punkt obsługi urządzeń – wszak zbyt długie kopiowanie plików do pamięci odtwarzacza może być dla wielu użytkowników irytujące. Zaczniemy jednak nietypowo – porównamy jak szybko urządzenia przechodzą od stanu całkowitego wyłączenia do pełnej gotowości.

Jak widać pierwsze włączenie odtwarzacza, bądź też załączenie go po całkowitym rozładowaniu zajmuje nawet kilkanaście sekund. To sporo czasu. Całe szczęście oba urządzenia w trybie czuwania reagują błyskawicznie. Możemy potraktować te dane jako małą ciekawostkę.

Dobrze, spójrzmy zatem jeszcze na wyniki szybkości kopiowania danych na urządzenia. Aby je zobrazować przygotowaliśmy dwie sesje testowe – w pierwszej na każdy z odtwarzaczy kopiowaliśmy 1500 niewielkich plików o łącznym rozmiarze 4 GB, w drugiej tę samą procedurę powtórzyliśmy z użyciem jednego dużego pliku o rozmiarze 2 GB. Test miał posłużyć tylko i wyłącznie zobrazowaniu czasu wymaganego do skopiowania plików, dlatego oba pomiary przeprowadzone zostały w trybie Eksploratora Windows (również w przypadku iPODa). Testy odbyły się na platformie Microsoft Windows Vista Business 32-bit z zainstalowanym Service Pack 1. Oto wyniki:


Jak doskonale obrazują to powyższe wykresy, oba urządzenia radzą sobie z transferem danych na podobnych poziomach. Zasługą tego jest oczywiście kompatybilność naszych dzisiejszych bohaterów z interfejsem USB 2.0, choć w odtwarzaczu Apple, kabel USB finalnie przechodzi w przejściówkę dokującą. Szybkość przesyłu danych jest przyzwoita i nie stanowi jakiejś irytującej bariery przy współpracy z urządzeniami. Jesteśmy zadowoleni z wyników.

PODSUMOWANIE:

Dotarliśmy do końca naszej dzisiejszej recenzji. Od samego początku staraliśmy się dobrze poznać testowane dziś odtwarzacze, by na sam koniec jednoznacznie stwierdzić, czy różnice występujące pomiędzy nimi są naprawdę znaczące. W ogólnym zarysie jednak, możemy śmiało stwierdzić ze oba urządzenia są podobne. Zacznijmy więc od ceny. Creative ZEN X-Fi w wersji 8GB możemy zakupić w przedziale cenowym od ok. 469 PLN do 649 PLN (wg. danych Ceneo z dn. 9 maja 2009), produkt Apple natomiast oferowany jest w przedziale rozpoczynającym się na 515 PLN, a kończącym przy bagatela 879 PLN. Występuje więc różnica w cenie obu modeli, na korzyść produktu Creative.

Wyższa cena iPOD’a może być spowodowana jednak nie tylko dopłatą za znaną w całym świecie markę (chociaż jest w tym pewno ziarnko prawdy), ale również za lepszą jakość wykonania produktu. Plastikowa, dosyć tandetna obudowa ZEN’a nijak ma się do szczotkowanego aluminium Nano. Różnicę w jakości wykonania czuć od razu, choć prosimy nie zrozumieć nas źle – odtwarzacz Creative nie należy do najgorszych, jednak wrażenia odnosimy w tym momencie do zalet iPODa, który może zostać śmiało nazwany pionierem jakości w produkcji.

Obsługa obu urządzeń jest intuicyjna i nie sprawia większych problemów. Oba odtwarzacze są bardzo ergonomiczne i przyjazne w użytkowaniu. ZEN jest oczywiście o wiele cięższy i bardziej toporny, niż produkt Apple, może poszczycić się za to większym o pół cala wyświetlaczem o wspaniałych, żywych kolorach i niebanalnej jakości. Dodatkowo urządzenie z pod bandery Creative nie wymaga do obsługi dedykowanego oprogramowania – jest wykrywane przez komputer jako urządzenie magazynujące, dzięki czemu umożliwia zarządzanie kolekcjami metodą „przeciągnij i upuść”. Musimy jednak pamiętać, że nieprzekonwertowane do formatu WMV pliki filmowe nie zostaną przez odtwarzacz poprawnie obsłużone. Inaczej sprawa ma się w przypadku Nano – on bez zainstalowanego oprogramowania iTunes z pewnością nie będzie z nami współpracował. iPOD bez dedykowanego oprogramowania pozostaje więc bezużyteczny – potrzebujemy go do wszystkich operacji, takich jak zgrywanie muzyki, filmów, zdjęć, konwertowanie plików etc. Przyznać trzeba zatem, że kompatybilność Nano czwartej generacji, jak każdego zresztą iPOD’a jest ograniczona.

Kwestie muzyczne obu odtwarzaczy to poziom średni. W szczególności w przypadku Nano, który gra dosyć słabo, zdecydowanie mniej przekonująco niż ZEN. Oczywiście produkt Creative nie jest wolny od wad, którą z całą pewnością można nazwać nieco gorzej reprodukowaną górną część pasma, wynikającą ze znacznego zaakcentowania „dołu”. Słychać to wyraźnie dopiero po zastosowaniu bardziej wymagających słuchawek (np. HD 212 Pro), ponieważ charakterystyka dźwięku przy zastosowaniu standardowo dołączonych do zestawu „pchełek” EP-830 jest troszkę jaśniejsza. Nie zmienia to jednak faktu, iż ZEN gra naturalniej niż Nano, który wydaje dźwięki raczej płytkie i bez szczególnego wyrazu. Ocena może wydać się Wam dosyć surowa, jednak wydając na odtwarzacz multimedialny sporo gotówki, oczekujemy zwrotu z inwestycji w postaci co najmniej fajnego brzmienia. Oczywiście nie każdy musi się z naszą subiektywna opinią zgadzać, znane są nam wszakże przypadki zakupu samochodu tylko ze względu na kolor, lub pokrowce na fotelach :].

Praca na akumulatorze to zmora ZEN’a, który wyciska z siebie zaledwie połowę czasu deklarowanego przez producenta – ok. 13 godzin, zamiast obiecywanych 25. Znacznie lepiej na baterii pracuje iPOD, bez kłopotu osiągając wynik w okolicach 20 godzin nieprzerwanej pracy. Jeśli więc zależy nam przede wszystkim na mobilności urządzenia, zdecydujemy się bez wahania na zakup Nano. Dodatkowo – oba odtwarzacze, jako kompatybilne z interfejsem USB 2.0 dobrze radzą sobie z transferem plików z komputera. Nie zanotowaliśmy w tej dziedzinie żadnych odstępstw od normy i dotychczas obserwowanych wyników.

Co więc będzie najlepszym wyborem? ZEN czy Nano? Rzecz jasna musicie odpowiedzieć sobie na to pytanie sami. My natomiast w geście ostatecznego podsumowania uważamy, że szczególnych różnic pomiędzy odtwarzaczami jest raczej niewiele, śmiemy nawet twierdzić iż są to produkty bardzo podobne. Rzecz jasna różnią się gabarytami, budową, ceną itp., jednak pod wieloma względami są w stanie zaspokoić potrzeby większości użytkowników, a decyzje każdy podejmie samodzielnie zgodnie z oczekiwaniami odnośnie kosztów, cech szczególnych, czy jakości wykonania.

PRODUKT

UWAGI

Creative ZEN X-Fi 8GB

Wg. Ceneo odtwarzacz można nabyć w cenie od 469 do 649 PLN


 

+ Ciekawy design
+ Obsługa kart SD/SDHC (do 8GB)
+ Radio FM z pamięcią do 32 stacji
+ Duży i czytelny wyświetlacz 2,5"
+ Zastosowanie technologii X-Fi
+ Świetny rejestrator dźwięku


- Spodziewaliśmy się lepszej jakości wykonania
- Krótki czas pracy na baterii
- Zbyt wygórowana cena

Apple iPOD Nano 4G 8GB

Wg. Ceneo odtwarzacz można nabyć w cenie od 515 do 879 PLN


 

+ Niewielkie gabaryty
+ Wbudowany akcelerometr
+ Świetny design i jakość wykonania
+ Długi czas pracy na akumulatorze


- Bardzo średnia jakość dźwięku
- Brak Radia FM
- Zbyt wygórowana cena

 

SPRZĘT DOSTARCZYLI

Creative ZEN X-Fi 8GB



  

Apple iPOD Nano 4G 8GB



  

Pisał, Brat_Ciekawski

Komentarze (15)





Podobne Artykuły/Recenzje

06-02-2004 - Mini-Recka : Creative NOMAD Jukebox Zen NX (9%)
10-04-2006 - Creative I-Trigue L3800 - 2.1 (7%)
03-11-2006 - Creative i Genius - Zestawy głośnikowe - Stereo zawsze w modzie (4%)
20-02-2004 - Barebone - Shuttle XPC Zen ST62K (4%)
04-11-2004 - Razer Diamondback (2%)
21-02-2005 - 2 x Genius Netscroll (2%)
14-03-2005 - Epson PictureMate (2%)
18-04-2005 - Logitech MX518 (2%)
18-12-2005 - Wirtualna Klawiatura (2%)
21-03-2006 - Lognetmedia AERO 5.1 (2%)
20-07-2007 - Porównanie: 12 x Pendrive (2%)
04-09-2003 - Gryzoń dla każdego (2%)
12-03-2004 - Adaptec VIDEOh! CD/DVD (2%)
07-09-2004 - Epson Stylus CX3200 (2%)
19-10-2004 - Akcesoria multimedialne Techsolo (2%)
04-03-2005 - 5.1 na głowie - TEAC PowerMax HP-10 (2%)
11-03-2005 - SkyStar 2 - cyfrowa TV i radio w PC (2%)
09-05-2005 - Plantronics Audio 90 SKYPE (2%)
04-07-2005 - Odtwarzacze MP3 i.Beat (2%)
23-09-2005 - Bezprzewodowe szaleństwo z MSI (2%)

___________________________
Więcej artykułów



Redakcja serwisu FrazPC.pl nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne szkody powstałe
w wyniku użytkowania jakichkolwiek materiałów ukazujących się na łamach FrazPC.pl.
Copyright © FrazPC.pl 1997-2010
| Online: 413 | Online w dziale: 18 | Odsłony: 607,941,377 | Czas generacji strony: 0.0130 s |