Odtwarzacze strumieniowe audio Sweex MM220, Squeezebox Duet

Antoni Woźniak, 30.06.2010 00:01 | Źródło FrazPC Tech Lab | Komentarze (10)

Jest to pierwszy z całego cyklu artykułów poświęconych czemuś, co należałoby określić mianem prawdziwej rewolucji w dziedzinie audio. Dzisiaj chyba można już mówić o stopniowej rezygnacji z nośnika optycznego. To znaczy powolny zmierzch płyty CD-Audio związany jest z dostępem do muzyki za pośrednictwem globalnej sieci - to zjawisko od dawna obserwowane. Jednak do niedawna rewolucja koncentrowała się na przenośnym sprzęcie odtwarzającym dźwięki, komputer jako źródło audio nie był traktowany zbyt poważnie... wszystko jednak się zmieniło. Dzisiaj najpoważniejsi, renomowani producenci sprzętu HiFi wprowadzają do katalogów strumieniowe odtwarzacze plików muzycznych, będące w praktyce wyspecjalizowanymi komputerami. Prawdziwym szokiem dla, zazwyczaj konserwatywnych audiofilów, była decyzja szkockiego Linna o zaprzestaniu produkcji odtwarzaczy CDA i skupieniu się wyłącznie na sprzęcie odtwarzającym muzykę bezpośrednio z dysków magnetycznych czy z sieci. Nagle okazało się, że można nie tylko skorzystać z materiałów źródłowych o jakości dalece przewyższającej standard CDA, z plików audio HD (o wyższej częstotliwości i gęstości, niektóre w jakości studyjnych nagrań, tak zwanych masterów), ale można w niezwykle komfortowy, niespotykany dotąd sposób korzystać z całej biblioteki nagrań.

Kiedyś w barach ustawione były szafy grające, zmieniarki płyt (winyli, następnie - już dużo rzadziej - kompaktów). Dzisiaj mamy XXI wiek, Internet, ekrany ciekłokrystaliczne, zaawansowane komputery mieszczące się w kieszeni... zmienił się także sposób konsumowania muzyki (nie zawsze były to zmiany na lepsze), dostęp do niej wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. Przedstawicielami tych zmian są dwa przetestowane urządzenia - oba tanie, umożliwiające budowę najtańszego, wielostrefowego systemu dystrybucji i odtwarzania dźwięku. Zarówno radio sieciowe Sweeksa, jak i popularna "mydelniczka" Logitecha to urządzenia realizujące wspomnianą powyżej koncepcję: dźwięk wszędzie, dźwięk o jakości przewyższającej płytę CDA (oczywiście jest to zależnie od jakości urządzenia odtwarzającego), dźwięk dostępny w każdym momencie. To wspólne cechy nowych odtwarzaczy muzycznych, zarówno tych za pięćset złotych, jak i tych za dziesięć i więcej tysięcy. Oczywiście sprzęt tani nie zaoferuje takiej jakości (mimo identycznego materiału źródłowego HQ), stąd pomysł by przetestować kilka tego typu urządzeń.

Na pierwszy ogień idą najtańsze urządzenia, następnie postaramy się sprawdzić czy warto dołożyć nieco więcej do produktów specjalisty w tej materii, firmy Sonos. Zwieńczeniem ma być test odtwarzacza za kilka tysięcy złotych (najtańszy w katalogu Linn, Logitech Transporter). Zanim zajmiemy się bohaterami parę słów na temat warunków w jakich przyszło testować odtwarzacze, a więc o urządzeniach towarzyszących - głośnikach, DACach, wzmacniaczach stereo oraz informacji związanych z przyjętą filozofią recenzowania sprzętu audio (jak wiadomo rzeczy bardzo subiektywnej, trudnej do zweryfikowania, zmierzenia - pełnej, czyhających na recenzenta, pułapek).

O sprzęcie towarzyszącym i testowaniu słów "parę"

W przypadku radia internetowego firmy Sweex sprawa jest prosta - urządzeniu towarzyszyła drewniana półka ;-] i to właściwie tyle. Sprzęt ustawiłem tam, gdzie akurat pasowało, nie zawracając sobie głowy akustyką (byłaby to przesada). W przypadku Logitecha sprawa wygląda inaczej. To moje cyfrowe źródło muzyki w HiFi i siłą rzeczy jako odtwarzacz strumieniowy bez wzmacniacza Duet musi współpracować z innymi urządzeniami audio. Oczywiście jakość sprzętu ma zasadnicze znaczenie dla tego, co usłyszymy. W tym konkretnie przypadku Duet współpracował z zestawem stereo NAD C315BEE/C515BEE wraz z monitorami Mordaunt-Short 902 (a dokładnie podłączony był do pierwszego, z wyżej wymienionych urządzeń, czyli do wzmacniacza C315), jako głównym systemem audio oraz dodatkowo podłączono go do DACa Beresford TC-7520 kablem cyfrowym, koaksialnym i dalej za pomocą interkonektorów do głośników Microlab Solo 7C. Zarówno o zestawie NADa za rozsądne pieniądze oraz o powyższym DACu (również za rozsądne pieniądze) będziecie mogli, drodzy czytelnicy, przeczytać recenzje w niedalekiej przyszłości.

Z dźwiękiem jest następujący problem - w odróżnieniu od obrazu, rzecz jest całkowicie subiektywna, co oczywiście nie wyklucza pomiarów (przykładowo - zazwyczaj producenci zawyżają wartość impedancji, często informując nabywcę o 8 omach, podczas gdy kolumny tak naprawdę są 4, co najwyżej 6 omowe), ale sam opis, odczucia to tylko moje uszy plus wpływ korzystny/niekorzystny czynników obiektywnych, takich jak ustawienie, dopasowanie/niedopasowanie akustyczne pomieszczenia etc. Przyjąłem generalnie zasadę, że przy opisie staram się zwrócić uwagę czytelnika na to, co przy odsłuchu ewidentne. Przykładowo, po wyjęciu z pudełek wyżej wymienionego zestawu HiFi przez kilkadziesiąt godzin nie mogłem dojść do ładu z głośnikami. Te grały metalicznie, tępo, dźwięk pozbawiony był wybrzmienia, brakowało informacji - jednym słowem było bardzo źle. Po wygrzaniu elektroniki oraz monitorów sytuacja całkowicie się odmieniła, w końcu znane na wylot płyty zabrzmiały jak trzeba. No dobrze, ale co to znaczy ewidentne?

W przypadku odsłuchu krytycznego dobrze jest zgromadzić kilka ulubionych albumów, które zna się "na pamięć". To właśnie mam na myśli, mówiąc "ewidentne". Gdy wiemy o co nam chodzi (to znaczy jaki dźwięk nam odpowiada), materiał jest nam dobrze znany, możemy pokusić się o w miarę precyzyjną ocenę "jak to gra". Oczywiście nadal oceniamy to co słyszymy subiektywnie (ktoś lubi dynamikę, ktoś inny miękką, analogową fakturę dźwięku, dla innego ważny jest fundament basowy - niskie tony muszą łechtać, w przeciwnym razie taka osoba poczuje się nieusatysfakcjonowana). Tyle tylko, że znając na wylot płytę możemy już w miarę precyzyjnie określić czego w tym nowym zestawie audio nam brakuje, albo wręcz przeciwnie - zauważyć coś, co do tej pory zupełnie nam umykało (bywa że odkrywamy dany utwór na nowo, bywa że zgrzytamy zębami słysząc mizerię realizacji dźwięku). W przypadku testowanych urządzeń muzykę odtwarzamy co prawda z plików nie z płyty, radio internetowe ma po prostu grać (cudów nie oczekujemy i nawet ich nie chcemy, o czym niżej), jednak owa kolekcja albumów z pamięci masowej musi spełniać pewne, określone wymogi jakościowe. Chodzi o to, by pliki nie miały negatywnego wpływu na odczucia płynące ze słuchania danego urządzenia - stąd dobrze jest zadbać o jak najwyższy bitrate empetrójek (najlepiej wykonać samodzielnie ripy z własnej kolekcji płyt CDA), można też pokusić się o muzykę w jakości przewyższającej tą z dysku kompaktowego.

Popularny format bezstratnej kompresji FLAC, pliki 24 bitowe, 88/ 96 lub nawet 192Hz określanie mianem "HD" ...częściej (w przypadku audio elektroniki na frontach urządzeń coraz częściej spotykamy takie oznaczenie informujące nas o obsłudze tego typu materiałów, często dodatkowo producent montuje diodę, która zapali się podczas odtwarzania takiego pliku) lub "HQ".  Różnice w jakości są zasadnicze, szczególnie gdy odtwarzacz strumieniowy audio podłączymy do nawet takiego, jak wyżej, budżetowego, taniego stereo. Czasami elektronika jest wyrozumiała i wiele wybaczy (nie, nie trzeba od razu wyrzucać kolekcji wcześniej zgromadzonych MP3 w typowej jakości 128kbps, w ogóle nie trzeba), ale jeżeli chcemy lepiej, dużo lepiej, to musimy "nakarmić" sprzęt odpowiednio i starannie przygotowaną kolekcją plików o dobrej czy bardzo dobrej jakości.

Na szczęście nie testuję tutaj sprzętu za astronomiczne pieniądze, mało kto dostosowuje akustycznie pomieszczenie (stroje, kolumny w odległości metra od ściany i tym podobne "nieżyciowe" sprawy), nie mam zamiaru rozwodzić się specjalnie nad konfekcją (kabelki - a konkretnie, w przypadku testowanego sprzętu, tani Klotz). Kiedyś, ktoś bardzo mądrze powiedział: im głębiej zajrzymy do portfela przy zakupie sprzętu audio tym mniej otrzymamy w zamian. Oczywiście nie jest to absolutna reguła, ale doskonale oddaje to, z czym ma się do czynienia w przypadku hobby pt. "słuchanie muzyki". Dodajmy w domu, bo są tacy (nieliczni), którzy preferują muzykę na żywo (albo sami grają). Do tego czasami muzyka ma lecieć w tle, trudno oczekiwać że coś rewelacyjnie zabrzmi w wykafelkowanej łazience (jeden z bohaterów testu doskonale wpisuje się w takie wymagania właśnie).

Określenie "audiofil", często bywa przytaczane w dyskusjach, jako coś z gruntu negatywnego. Jako opis osoby (czy sprzętu) oderwanego od rzeczywistości, "bujającego" w wyimaginowanym świecie kabli za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy, arcydrogich komponentów, osoby słuchającej trzech płyt na krzyż, takich "referencyjnie" zrealizowanych. To jedna strona medalu. Druga to poszukiwanie tego, co się po prostu najbardziej spodoba, w zakresie czegoś co się po prostu kocha (muzyka wyzwala emocje, oj wyzwala). Sztuką jest znalezienie takich urządzeń, za które przyjdzie zapłacić stosunkowo niewiele, a które będą dla właściciela w pełni satysfakcjonującym źródłem przyjemności - taki jest cel tego oraz kolejnych artykułów poświęconych audio (ze wspomnianym powyżej, komputerowo-internetowym fundamentem ;-] ). I tym zdaniem, kończę ten potwornie długi "wstępniak", przepraszając zniecierpliwionych, jednocześnie prosząc o wyrozumiałość - to pierwszy test audio mojego autorstwa, ale nie ostatni (patrz wyżej). W następnych odsłonach nie będę już narażał nikogo na czytanie elaboratów, pozostanie krótki odnośnik do zawartych tutaj informacji i przemyśleń.

Internetowe radio Sweex, czyli muzyka w tle sączy się...

Sweex jest producentem taniej elektroniki. Firma oferuje szeroki asortyment urządzeń, wśród nich jest także sprzęt audio. Radio internetowe Sweex MM220 to urządzenie które nie udaje, że jest czymś innym niż - radiem internetowym właśnie, umożliwiającym także strumieniowe odtwarzanie muzyki z komputera/sieci lokalnej, które można jak tradycyjny przenośny (z jednym, dużym zastrzeżeniem, o czym poniżej) tuner FM/AM (Sweex też to ma) ustawić w dowolnym miejscu i słuchać sobie niezobowiązująco muzyki. Sprzęt nie należy do lekkich, ma to tę zaletę, że nie przesuniemy radia przypadkowo lekko je trącając (a kompaktowe rozmiary, przede wszystkim zaś bezprzewodowy charakter urządzenia, zachęcają do przemieszczania). I tutaj wychodzi pierwsza z niewielu ewidentnych wad - dlaczego producent nie pokusił się o wprowadzenie zasilania bateryjnego. Przecież ten sprzęt jest wręcz stworzony do tego. Wielka szkoda, bo przenośny w tym wypadku niestety oznacza także z dostępem do gniazdka elektrycznego. Bezprzewodowo dostępne stacje internetowe, strumieniowo puszczana muzyka, wspomniany, wbudowany tuner FM i dyndający, obowiązkowy kabel. Druga i ostatnia wyraźna wada to brak choćby najprostszego sterownika IR. Pilot znacznie by pomógł w komfortowej obsłudze MM220 - niestety aby cokolwiek ustawić, zmienić, pogłośnić lub ściszyć trzeba będzie pofatygować się do miejsca, gdzie radio żeśmy ustawili.

Co w środku, co na zewnątrz tak gra...

A teraz zalety - tych wbrew pozorom jest całkiem sporo. Przy okazji omawiania jakości dźwięku dokonałem oceny konstrukcji urządzenia - obudowy, głośnika. Nie ma w tym przesady. W tym konkretnie wypadku miało to głęboki sens... konstrukcja radyjka ma wpływ na to co słyszymy i jak słyszymy, widać że ktoś odrobił lekcję i zaprojektował sprzęt, który ma być prosty w konfiguracji i zapewniać dokładnie (poza wymienionymi powyżej wadami) taką funkcjonalność, jakiej się od tego typu urządzenia wymaga.

Jakość dźwięku jest poprawna, z tyłu odkryjemy port bass refleksu, komora z głośnikiem jest więc wentylowana i całkiem słusznie, bo uniwersalny, szerokopasmowy głośnik to coś czego w typowych satelitkach nie znajdziemy. Jest stosunkowo duży, zamontowany za kratką i dysponuje całkiem solidną mocą. Najważniejsze jednak jest to, że gra to poprawnie, usłyszymy bas (co prawda chuderlawy), średni, kluczowy zakres gra przyzwoicie - to znaczy da się zauważyć uproszczenia w kształtowaniu sceny dźwiękowej, brakuje precyzji, w związku z taką a nie inną konstrukcją trudno także mówić o przestrzenności (jest jeden głośnik, jakiś "efektów" nie przewidziano). Cudów nie ma, ale przecież to ma grać sobie w tle. Nic nie trzeszczy, nawet jeżeli głośność ustawiona jest wysoko.

Zastosowano duże wygodne pokrętło sterujące oraz bardzo czytelny, wyraźny wyświetlacz. Trochę szkoda, że nie ma spolszczonego menu, ale wszystko jest bardzo intuicyjne. Analogowe radio  ma możliwość wyszukiwania rozgłośni w trybie auto oraz pamięć. Na wyświetlaczu pojawia się nazwa stacji oraz informacje RDS. Jakość jest dobra, to zasługa solidnej, teleskopowej antenki. Radio internetowe i odtwarzacz to rzecz jasna główne funkcje omawianego sprzętu, mamy możliwość wykonania konfiguracji manualnej albo w trybie auto. Bardzo wygodnie rozwiązano kwestię aktualizacji firmware MM220 - tę wykonujemy bezpośrednio z sieci. Jak już wspomniałem sprzęt nie jest lekki, zastosowano czarną okleinę "drewnopodobną", z tyłu jest wejście dla zew. urządzenia (jack 3.5mm), wyjście słuchawkowe (szkoda, że niewygodnie z tyłu). Poza tym użytkownik ma do dyspozycji czytelny zegar z datownikiem, alarmem oraz funkcją sleep. Dzięki gumowym podkładkom i wspomnianej masie, całość jest bardzo stabilna. To także przekłada się na lepsze warunki pracy dla wbudowanego w urządzenie głośnika. Na froncie kilka przycisków, w tym regulacja głośności plus duże pokrętło nawigacyjne... wraz z wyświetlaczem stanowią dobraną parę, dając łatwy dostęp do funkcji i pozwalając szybko wybrać daną stację, skonfigurować sprzęt czy wybrać pliki do odtwarzania za pośrednictwem lokalnej sieci.

Zaletą produktu Sweex jest niewątpliwie bezproblemowa obsługa protokołu uPnP (brak konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania, coś co niestety konieczne jest w przypadku drugiego z przetestowanych urządzeń). Wystarczy komputer, dysk sieciowy dowolnego typu i już można "grać". Brak konieczności łączenia się z dedykowanym serwerem to rzecz, którą docenimy, jeżeli mieliśmy wcześniej do czynienia z popularnymi internetowymi radiami/ odtwarzaczami strumieniowymi produkcji rodziny Squeezebox Logitecha. Z zabezpieczoną siecią  (WPA2) sprzęt łączy się bezproblemowo, mamy dostęp do stacji lokalnych, "popularnych", ulubionych, wyszukiwarkę etc. Podczas słuchania radia wyświetla się nazwa stacji, datownik, bieżący czas. Można wybrać cztery ulubione rozgłośnie internetowe, co uwalnia nas od konieczności buszowania po liście.

Odtwarzanie z komputera lub NASa via uPnP nie nastręcza większych problemów. Można wykorzystać m.in. wbudowanego w Windows WMP 11/12 lub innej aplikacji (np. Nero). Odtwarzanie jest bezproblemowe - nawigujemy przez nazwę albumu, gatunku, lokalizacji/folderu, możemy wybrać wyświetlanie wszystkich utworów, sprzęt obsługuje playlisty. Podawane są podstawowe dane o utworze. Oczywiście w tym wypadku wystarczy dobrze przygotowana MP3-ka (czyli taka, która nie wprowadzi jakiś dodatkowych "specjalnych" efektów dźwiękowych). We wstępie pisałem o dobrej jakości plików, jednakże w tym wypadku możemy czuć się w pełni rozgrzeszeni (sprzęt obsługuje MP3, WMA i... Real Audio). To, plus brak możliwości wyprowadzenia dźwięku (najlepiej, biorąc pod uwagę budżet) w wersji cyfrowej, powoduje że akurat w tym przypadku nie jest to rzecz o kluczowym znaczeniu, co zrozumiale z WMP. Niestety z niewiadomych powodów nie ma możliwości ustawienia losowego odtwarzania (w takim sprzęcie to rzecz wręcz obowiązkowa) czy utworzenia własnej playlisty. Możliwe jest natomiast proste administrowanie via WWW po wybraniu wifiradio-frontier.com i wymaganej rejestracji... Można wtedy, przykładowo, szybko dodać ulubione stacje internetowe. Sprzęt obsługuje podcasty. Jakość wbudowanego modułu WiFi oceniam dobrze - nie miałem żadnych problemów z uzyskaniem płynnego odbioru za dwoma ścianami, w pomieszczeniu oddalonym o kilkanaście metrów od routera oraz dodatkowo od laptopa będącego źródłem muzyki.

Podsumowując - to sprzęt, który sprawdzi się całkiem nieźle w roli kuchennego czy łazienkowego źródła dźwięku. Konstrukcja jest przemyślana od strony audio -zamontowany głośnik całkiem nieźle daje sobie radę, tuner i radio internetowe działają tak, jakbyśmy tego sobie życzyli, przy okazji można puścić sobie jakąś muzykę z komputera. Parę rzeczy można poprawić (tryby odtwarzania) - na szczęście przewidziano możliwość aktualizacji oprogramowania... oby tylko producent nie zapomniał o tym. Gdyby jeszcze można było odłączyć kabel zasilania, włożyć baterię i wybrać stację za pomocą pilota sterowania byłby to idealny XXI wieczny następca "kasprzaka". Pomijając pilota, o alternatywę w zasilaniu po postacią baterii aż się prosi w takim urządzeniu. Może producent pokusi się o wypuszczenie takiej wersji w przyszłości? 500 złotych, to niewiele patrząc na ceny tego typu sprzętu, ale za te 500zł oczekiwałbym dodatkowo tych dwóch, wspomnianych powyżej elementów.

Logitech Squeezebox Duet - trudna znajomość

Wybór tego, konkretnego źródła nie był przypadkowy. Kierowałem się jedną, naczelną zasadą - ma być tanio. Źródło cyfrowe, szczególnie gdy zechcemy wykorzystać zewnętrzny przetwornik cyfrowo-analogowy nie musi być drogie... przecież jedynki i zera popłyną sobie dziarsko do DACa. W przypadku analogowego połączenia do wzmacniacza co prawda zachodziła konieczność skorzystania z zapewne niezbyt wysublimowanej (choć jakże ładnie przez producenta opisywanej) sekcji D/A odtwarzacza Duet (zwanego także dość często mydelniczką), ale w takim wypadku liczyłem na ogólnie bardzo wyrozumiały dla towarzyszącej elektroniki wyrób NADa. Miało być tanio, wygodnie. Sprzęt kupiony z drugiej ręki kosztował niecały 1000zł. I jest to w moim odczuciu cena, która powinna widnieć na zafoliowanym pudełku w sklepie. Niestety nie jest - komplet odtwarzacz plus sterownik (do kupienia także osobno) to wydatek rzędu od 1100zł (nie najgorzej) do... 1400zł. Tysiąc czterysta złotych to stanowczo za drogo. Cóż, 1000zł nie wydawał się dużą kwotą patrząc na możliwości wygodnego administrowania oraz odtwarzania posiadanej kolekcji muzycznej bez ruszania się z kanapy (czasowo także pracy w dwóch strefach / pokojach). Czy jednak nie spotkał mnie tutaj zawód, czy "mydelniczka" spełniła moje oczekiwania?

Z typowego, logitechowego pudła, wypadła mała, niepozorna skrzyneczka wagi piórkowej (wada numer jeden), czyli odbiornik / odtwarzacz oraz drugi z najważniejszych elementów czyli sterownik, tak zwany Controller.  Pilot daje możliwość sterowania odtwarzaczami Squeezebox - może ich być całkiem sporo, można w ten sposób stworzyć sobie za stosunkowo niewielkie pieniądze (w porównaniu z profesjonalnymi instalacjami praktycznie pół-darmo) system multiroom. Odtwarzacze/odbiorniki mogą być dowolne (może to być Classic, Radio, Transporter etc). Jakość obu wspomnianych elementów jest dyskusyjna - w przypadku skrzyneczki jest ona strasznie lekka, można ją bez trudu trącić, co jest szczególnie irytujące gdy: po pierwsze podłączamy, odłączamy okablowanie (rzadko), po drugie musimy wciskać przycisk resetujący ustawienia sieci, w celu nawiązania powtórnie połączenia (z routerem, albo z dedykowanym "squeezserwerem"). To drugie zdarza się niestety "niesporadycznie" (sprzęt niknie z listy kontrolera - był odtwarzacz, nie ma odtwarzacza). Co oznacza ostatnie sformułowanie - ano to, że przynajmniej raz w tygodniu podczas intensywnego korzystania zdarza się tego typu sytuacja. Brak możliwości połączenia z logitechowym serwerem nie oznacza (zawsze), że nie będziemy mogli odtwarzać muzyki lokalnie, ale stanowi dość poważną wadę funkcjonalną, która dotyczy całej rodziny urządzeń szwajcarskiego producenta.

Pudełko schować, kontrolera nie zgubić...

Sam odtwarzacz jest zupełnie nieciekawy od strony wizualnej, ale można by to uznać nawet za zaletę (chowamy), gdyby nie to że czasami trzeba jednak wcisnąć guzik, albo przynajmniej sprawdzić w jakim stanie znajduje się urządzenie. Wspomniany przycisk z diodą, świeci - zobaczymy kolory od czerwonego, poprzez niebieski, zielony ...każdy z wymienionych oznacza że z głośników nic nie popłynie, po biało-niebieski o różnej intensywności świecenia... w takim stanie sprzęt odtwarza, chyba że światełko przygaśnie, wtedy nie gra. Jakość modułu WiFi to pięta achillesowa Dueta. Jest słaba. Gdy urządzenie dzielą ściany od routera, możemy niestety spotkać się z problemami z połączeniem. W przypadku kontrolera nie jest dużo lepiej. Z tyłu odtwarzacza znajdziemy wyjścia analogowe i cyfrowe (optyk, elektryczne) oraz gniazdo LAN. Controller oprócz podstawowych funkcji sterowania odtwarzaniem, głośnością, ma - wzorem urządzeń z logo jabłuszka - pokrętło umożliwiające nawigację w menu. To menu, interfejs, wyświetlany jest na ekranie kolorowego wyświetlacza. Ten niestety nie rozpieszcza nas kątami, pod którymi można patrzeć bez obaw o utratę czytelności. Rozmiar ekranu wynosi 2.4". Controller ma wbudowany akumulator, który ładujemy w dostarczonej ładowarce. Ładowarka jest całkiem ładna, ale szybko nam się "znudzi", bo sterownik trzeba ładować nieprzyzwoicie często. Ogólnie w czasie aktywnego korzystania z pilota akumulator wykazywał oznaki całkowitego wyczerpania po 6-8 godzinach. Oczywiście mówimy o sprzęcie używanym - niestety większej poprawy nie wniósł oryginalny akumulator dodatkowo zakupiony przez autora... większej różnicy nie odczułem. Czas pracy można wydłużyć gdy pozwolimy na dłuższy okres odpocząć sterownikowi (funkcja oszczędzania energii). Problem w tym, że wtedy kontroler do wybudzenia potrzebuje dłuższej chwili (często jest to pełen restart urządzenia). Niby działa wbudowany detektor ruchu, w celu zaoszczędzenia energii, ale różnie z tym bywa - czasami wybudzenie trwa chwilę, czasami godzinkę ;-]

Muzyka "z pilota"

Interfejs w kolejnych odsłonach i wprowadzaniu dodatkowych funkcji jest w miarę czytelny. Możliwa jest pełna konfiguracja, nawigowanie po zbiorach i stacjach odbywa się na kilka możliwych sposobów, wyświetlane są informacje o rozgłośniach / utworach wraz z okładkami. Można skorzystać z dedykowanej strony www, gdzie zobaczymy nasze urządzenia i podstawowe informacje o posiadanych odtwarzaczach / kontrolerach. Dodatkowo pojawią się dane na temat zainstalowanych aplikacji (rozgłośnie, efekty, serwisy, przeglądanie zdjęć etc). Można nadać urządzeniom dowolne nazwy, co pozwoli na szybkie zorientowanie się w domowej sieci audio multiroom, czy coś nam gra w kuchni, czy może już w łazience. Możliwe jest odtwarzanie różnych rzeczy na poszczególnych odtwarzaczach, te mogą korzystać z różnych źródeł (ale w tym samym czasie pojedynczy odtwarzacz z jednego, wybranego). Niestety największą bolączką jest tu przyjęty sposób komunikacji wymagający specjalnej aplikacji - połączenia z firmowym serwisem. W przypadku komputera nie ma problemu - ściągamy, instalujemy... gra. Niestety w przypadku dysków sieciowych o odtwarzaczach multimedialnych nie wspominając wybór się znacząco zawęża. Sprzęt musi obsługiwać aplikację Squeezebox Serwer. Duża wada funkcjonalna, szczególnie gdy popatrzymy na konkurencyjne rozwiązania oparte na popularnych protokołach uPnP, DLNA... Do tego dodajmy czasami dość powolną pracę Controllera (choć może to być powiązane nie tyle z działaniem interfejsu, co z funkcjonowaniem WiFi).

No dobrze, a jak to gra?

Sprzęt obsługuje formaty MP3, WAV, WMA, OGG, FLAC i AIFF, AAC (.M4A), APE oraz MPC. Nie ma więc powodów do narzekania. Jeżeli nie przeszkodzą nam żadne problemy natury technicznej (WiFi, serwis Logitecha) możemy Dueta uznać za w miarę sensowne źródło dźwięku. Oczywistą, ale dotyczącą wszystkich bez mała urządzeń realizujących idee odtwarzania strumieniowego muzyki wraz z administrowaniem zbiorami, zaletą jest niebywała wręcz wygoda. Możliwość odtwarzania muzyki, często o jakości przewyższającej tą z płyty, dostęp do całej biblioteki nagrań to najprawdopodobniej przyszłość całej branży audio HiFi. Zresztą wystarczy popatrzeć na producentów, transport sieciowy zastępuje ten tradycyjny, oparty na nośniku optycznym. To duży komfort, a jeżeli dodatkowo mamy do czynienia z wygodnym interfejsem i szybką nawigacją to... czego chcieć więcej? W przypadku Logitecha napisałem wcześniej o, w moim odczuciu, ewidentnych wadach testowanego urządzenia. Jakość dźwięku stoi na przyzwoitym poziomie. Po podłączeniu do wzmacniacza, dźwięk -szczególnie z dobrej jakości plików- prezentuje się korzystnie, w większości wypadków jednak gorzej w porównywaniu z systemowym odtwarzaczem C515 (w tym wypadku punkt odniesienia).

A konkretnie jak się prezentuje? W przypadku poprzednika odsłuch nie był zbyt krytyczny, bo tamto urządzenie nie ma być żadnym "docelowym", głównym źródłem dźwięku. W przypadku Dueta pokusiłem się o dokładniejsze opisanie walorów brzmieniowych. W końcu ma to zastąpić odtwarzacz CD, ma być podpięte pod domowy sprzęt HiFi. Konkretnie więc Duet w opisanej powyżej konfiguracji (z wzmacniaczem) miał nieco ocieploną równowagę tonalną, co akurat w przypadku cyfrowego źródła jest cechą pożądaną. Trochę gorzej, że to ocieplenie jest niestety okupione niezbyt dobrze kontrolowanym basem. W przypadku stacji internetowych możemy sobie tym w ogóle nie zawracać głowy (ze względu na jakość oferowaną przez same rozgłośnie), jednak wspomniana przypadłość wychodzi przy krytycznym odsłuchu z plików. Tak czy inaczej nie ma tu cyfrowego zimna, agresji, mimo wszystko informacja o dźwięku wydaje się w miarę pełna (choć pewnych detali jednak brakuje!) i "strawnie podana". Pozostaje zapytać czyja to zasługa? Odtwarzacza czy NADa? Wzmacniacz C315 jest bardzo muzykalnym źródłem i dość wyrozumiałym - w tym przypadku to chyba dobre połączenie, bo z dotychczas opublikowanych recenzji Dueta wynika, że lepiej skorzystać z wyjść cyfrowych, nie analogowych, jeżeli ma się taką możliwość (stąd ważne jest, by analogowo podpiąć Dueta do uniwersalnego, właśnie wyrozumiałego dla źródła, wzmacniacza).

No właśnie, a jak jest z DACiem? Gdy ominiemy sekcję D/A, czyli 24 bitowy układ Wolfsona okazuje się, że można uzyskać lepszą jakość, porównywalną z dobrej klasy odtwarzaczem CDA. W jednym z testowych albumów, znakomitym Older George Michaela, wyraźnie poprawiła się dynamika, muzyka nabrała innego oblicza, a to ze względu na uporządkowany, elegancki bas i brak zmatowienia góry. Zaraz uważny czytelnik zapyta... jak to, taki efekt słyszany był w wymienionym na wstępie zestawie Beresford + MicroLab Solo? No i ma rację, pytając, mając wątpliwości... Beresford daje możliwość (unikalną) podpięcia wzmacniacza oraz przedwzmacniacza / aktywnych głośników, dodatkowego urządzenia z głośnikami. Możliwe jest zatem podłączenie zarówno do aktywnych głośników, jak i do wzmacniacza (z tyłu czekają na nas dwie pary analogowych złącz chinch). Z Solo można było pobawić się w bardzo głośne słuchanie muzyki. Trudno jednak stwierdzić, że zyskaliśmy wszystko to, co opisano powyżej odnośnie poprawy jakości. Tutaj głośniki stanowią element krytyczny, choć wrażenia z odsłuchu takiego zestawu były zasadniczo pozytywne. Dźwięk zyskał bardziej przestrzenny charakter - poprawiła się stereofonia, co pewnie było zasługą odpowiedniego ustawienia głośników i umiejscowienia samego słuchającego. Bas w Solo 7 jest niestety kiepsko kontrolowany, kosztem innych rejestrów (można próbować temu zaradzić przez eksperymenty z tylnymi parami bass refleksów). Jak pamiętamy z basem w Duecie mieliśmy problem i tutaj nie można było oczekiwać cudów.

Jednak zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, gdy w torze mamy Dueta, Beresforda i ...C315. Dźwięk na pewno w takiej konfiguracji przewyższa całkiem przyzwoity odtwarzacz, jakim jest wspomniany systemowy C515. Przesłuchanie ostatniego albumu Kings of Leon, wzmiankowanego Older, krążka "Junior" skandynawskiego Royksopp czy płyt Nicka Cave (Let love in oraz Murder Ballads) oraz składanki Bauhausa w odtwarzaczu CD, a następnie tej samej muzyki w postaci plików zgromadzonych na dysku za pośrednictwem ostatniej z przetestowanych, wyżej opisanej konfiguracji, jednoznacznie pokazało, że takie połączenie zdaje egzamin. To znaczy uzyskujemy poprawę względem naszego zestawu stereo (CD+wzmacniacz) oraz Dueta podłączonego analogowo do wzmacniacza. Duże wrażenie robią szczególnie zakupione, albo ściągnięte (oferowane za darmo) próbki, utwory w jakości HD. W przypadku Beresforda (24bity/96Hz) dało się wyczarować dźwięk niezwykle zrównoważony, brzmienie spójne, harmonijne o dobrej precyzji, z mocnym ale nie zaburzającym całego przekazu basem. Proporcje między wysokimi i średnimi tonami były utrzymane. Jednym słowem bardzo muzykalne zestawienie elektroniki, może nie do końca neutralne - dalej mamy pewne ocieplenie, ale to się może podobać (i się podoba!). Nic jednak dziwnego - zarówno wzmacniacz, jak i Duet są charakteryzują się ciepłym brzmieniem. DAC niczego tutaj nie dodaje od siebie. A głośniki? Mordaunt-Shorty 902 to zacne, malutkie monitorki, które po początkowych wątpliwościach wiernie mi służą od paru lat. Mogę się wyrażać o brzmieniu tych głośników bardzo pozytywnie, a po odsłuchaniu powyższej konfiguracji chyba jeszcze bardziej. Jednym słowem gra to bardzo przyjemnie, ale niestety trzeba się liczyć z dodatkowym wydatkiem na zewnętrzny przetwornik (ewentualnie wykorzystać z takowego zamontowanego w przedwzmacniaczu, procesorze audio/wideo albo odtwarzaczu CD, jeżeli ten oferuje taką możliwość).

Na zakończenie...

Podsumowując, Duet to coś co daje pojęcie, czym jest strumieniowe odtwarzanie muzyki, jak (szalenie) wygodne jest korzystanie z cyfrowej biblioteki nagrań. Do tego dodajmy poznawanie muzyki, której w mainstreamowych mediach się nie uświadczy (rozgłośnie internetowe). Niestety sprzęt ma całkiem sporo wad. Od budowy, konstrukcji począwszy, co można jeszcze przeboleć (oprócz żarłoczności na energię kontrolera), po znacznie poważniejsze wady: zbyt częste zawieszanie się, brak połączenia, niefortunny pomysł związany z niezbędnym pośrednikiem pod postacią określonej aplikacji i serwisu, a skończywszy na przeciętnej jakości dźwięku.  Moduł WiFi jest nie najlepszy, co stawia pod znakiem zapytania poprawność działania multiroomu opartego na tych urządzeniach. Sprawdziłem jak sobie odtwarzacz radzi, przenosząc go do innego pomieszczenia i podłączając do mini zestawu audio. Radził sobie niestety niespecjalnie, a konkretnie przez ponad tydzień doświadczyłem co najmniej kilkunastu przerw w odtwarzaniu muzyki. Może pomogłyby wydajniejsze antenki w routerze, ale chyba nie o to tutaj chodzi? Można skorzystać z zazwyczaj płatnych aplikacji i iPoda/iPhone do sterowania odtwarzaczem. Ma to sens - odpada problem z zawieszającym się i szybko wyczerpującym Controllerem. Szkoda tylko, że sam producent nie zadbał o stosowną, darmową aplikację dla smartfonów (nie tylko Apple, ale także coraz popularniejszych urządzeń wykorzystujących Androida). Konkurencja (Sonos) oferuje takie coś - w przypadku Dueta sama skrzynka (koszt około 450zł) oraz interfejs na ekranie telefonu dawałyby możliwość znacznego zaoszczędzenia pieniędzy (oraz nerwów). Teoretycznie można takie coś sobie wyobrazić - Logitech oferuje w sprzedaży sam odbiornik/odtwarzacz.

Squeezeboksy to obecnie nadal najtańszy, systemowy sposób na muzykę z pliku i Internetu z możliwością podłączenia do domowego HiFi. To oczywiście plus. Jednak nie są to urządzenia tanie, powiedzmy nie są drogie (poza topowym Transportem), Logitech zaś to duży producent, znana marka - można więc wymagać lepszej (całościowo) jakości. Firma moim zdaniem powinna całkowicie zmienić sposób działania tych urządzeń. Uniwersalne protokoły sieciowe, darmowe aplikacje dla iPoda, iPhone, iPada czy androidowych smartfonów i pozostawienie największej zalety, czyli względnie niewysokiej ceny, dałoby w efekcie znacznie lepsze rezultaty.

Dziękujemy firmie Sweex za dostarczenie radia internetowego MM220

Autor: Antoni Woźniak

Tagi: Logitech, HiFi, microlab, DAC, radio internetowe, odtwarzacze strumieniowe audio, NAD, Squeezebox Duet, Sweex MM220, Beresford,

Komentarze (10)

Skocz do ostatniej odpowiedzi | Pierwszy post na stronie

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

30.06.2010 11:53

Wątków: 0 | Odpowiedzi: 41896

hmmm

Wykonanie recenzji w pełni profesjonalne. Uwagę zwracają kunsztowne tabele wykonane techniką "PrtScr", z czerwonymi podkreśleniami fragmentów na które warto zwrócić uwagę.

Tylko lamer uzywa "format" jako rozwiazanie problemu. Chyba, ze ma żyłe wodna pod kompem.

30.06.2010 13:29

Wątków: 45 | Odpowiedzi: 282

.

true, żenada

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

30.06.2010 13:29

Wątków: 76 | Odpowiedzi: 5202

.

"Zarówno o zestawie NADa za rozsądne pieniądze oraz o powyższym DACu (również za rozsądne pieniądze) będziecie mogli, drodzy czytelnicy, przeczytać recenzje w niedalekiej przyszłości.

[...]"

Dawać recenzję

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

30.06.2010 14:35

Wątków: 374 | Odpowiedzi: 11986

Dziękuję

za zwrócenie uwagi.

SAMMAEL - jak będzie zainteresowanie audio to się opublikuje więcej. W przypadku Beresforda i NADa recenzja siedzi w głowie i jw pojawi się "w niedalekiej przyszłości". Wcześniej czeka mnie jeszcze trochę wideo - poradnik oraz wyrób pewnej firmy kojarzącej się z motoryzacją.

ojoj

30.06.2010 22:05

Wątków: 135 | Odpowiedzi: 5721

.

co to do k**wy nędzy jest "uporządkowany, elegancki bas i brak zmatowienia góry", cóż to za bełkot audiofilski? Po polskiemu mości Panowie

GA-M55PLUS-S3G/A64 X2 5200+/DDR2 4GB/Inferno 60GB/GTS450

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

30.06.2010 23:02

Wątków: 374 | Odpowiedzi: 11986

Uporządkowany,

czyli ani go za dużo, ani go za mało - basu jest w sam raz. Zmatowienie góry, jak nie trudno się domyślić, oznacza brak utemperowania wysokich tonów - soprany, śpiew są właściwie umiejscowione, wyraźnie słyszalne.

"Audiofilski bełkot?" Oj chyba mało czytałeś tekstów dla "muzykologów". Poza tym co to k... jest "audiofilski bełkot"? Słowo wytrych, które ma zastąpić rzeczową polemikę? A może coś, co maskuje jw brak umiejętności dyskutowania na temat?

ojoj

30.06.2010 23:27

Wątków: 135 | Odpowiedzi: 5721

po prostu

śmieszą mnie teksty o jedwabistym dźwięku przerywanym niezachwianą równowagą tonów, i tym podobne sformułowania mające na celu z wizualizować "doskonałą" jakość reprodukowania dźwięku przez recenzowane urządzenie.

GA-M55PLUS-S3G/A64 X2 5200+/DDR2 4GB/Inferno 60GB/GTS450

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

30.06.2010 23:39

Wątków: 374 | Odpowiedzi: 11986

Ok,

ale co to ma do tego, do czegoś się przyczepił? Przecież zmatowienie, uporządkowanie to dość precyzyjne sformułowania. Pisząc tekst zdawałem sobie sprawę, że taka tematyka jest "śliska" - nie jest łatwo opisać wrażenia słuchowe. Wiedząc o tym, starałem się unikać kwiecistych opisów, albo co gorsza czegoś co najbardziej razi w przypadku wielu recenzji urządzeń audio - wymagania od czytelnika wiedzy z zakresu teorii dźwięku, wręcz fakultetu z muzykologii.

ojoj

30.06.2010 23:45

Wątków: 135 | Odpowiedzi: 5721

.

elegancki to może być strój, a zmatowiony lakier samochodowy. Jak dla mnie recenzja sprzętu grającego powinna zawierać np pomiar pasma przenoszenia, zniekształcenia harmoniczne, przesłuchy między-kanałowe, a przede wszystkim zalecenia posłuchania sprzętu przed zakupem. Wszystkie takie udziwnienia w opisie brzmienia sprzętu uważam po prostu za niepotrzebne.
Ale ogólnie brawa za to że się chciało recenzje napisać i się nią z nami podzielić.

GA-M55PLUS-S3G/A64 X2 5200+/DDR2 4GB/Inferno 60GB/GTS450

  • Sprawdź bezpośredni link do posta

01.07.2010 00:23

Wątków: 374 | Odpowiedzi: 11986

"Pasmo przenoszenia,

zniekształcenia harmoniczne..." ? Rozumiem takie coś w sytuacji testowania kolumn, choć szybko okazałoby się, że są to rzeczy dla garstki obeznanych z tematem. Co do zaleceń - cóż, może są to zalecenia prymitywne i koślawe, ale określiłem dla kogo i dlaczego są opisane w tekście odtwarzacze/radia internetowe i (co najważniejsze) dlaczego tak uważam. Przed zakupem warto posłuchać kolumn, warto zapewne wybrać w ten sposób zestaw stereo HiFi, ale... w przypadku budżetowych odtwarzaczy, szczególnie takich jak omówiony Sweex byłaby to imho "lekka" przesada (a już szczególnie jakiś odsłuch krytyczny). Nie ryzykujemy jakiś ogromnych kwot, sprzęt i tak gra z plików (a więc ważne jest przede wszystkim jakie są te pliki), przy podłączeniu do DACa taka skrzyneczka w ogóle pełni funkcję pośrednika: plik -> świat HiFi (w przypadku analogowego połączenia jest inaczej, ale i tak dużo większy wpływ na finalny efekt ma wzmacniacz do którego podłączyliśmy odtwarzacz, głośniki, umiejscowienie stereo etc). Zabawa zaczyna się trochę wyżej, od propozycji Sonosa, od Transportera i tańszych Linnów oraz jeszcze przystępnych (a przynajmniej nie horrendalnie drogich) przetworników. Tutaj efekty mogą być lepsze przy zastosowaniu dużo lepszej elektroniki towarzyszącej wyżej wymienionym urządzeniom. Czasami można się jednak mocno zdziwić - po dodaniu w torze lampowego bufora udało mi się uzyskać zupełnie nowy efekt, którego powiem szczerze się nie spodziewałem. Czy będę przy tej okazji opisywał "zniekształcenia harmoniczne"? Broń Boże! Raczej opiszę (bardziej lub mniej udolnie) wrażenia z odsłuchu, starając się znaleźć jakiś punkt odniesienia (bo to zawsze pomaga - a w przypadku wspomnianego bufora aż się prosi, bo system "z" i "bez" to zupełnie inne brzmienie).

ojoj

Aby dodać odpowiedź zaloguj się.